Przejdź do głównej zawartości

nie dzieje się nic

ludzie wydaja książki, rozkręcają firmy, mają ważkie przemyślenia albo piszą wiersze

ale nie ja
u mnie nie dzieje się nic
nie wiem, czemu mam skłonności do niczego, ale tak już jest, uwielbiam celebrować mijanie czasu, przepuszczanie go przez sitko i oglądanie mijających chwil
chyba nie jestem zdolna do tworzenia
rzeczy, myśli, koncepcji, wnętrz, etc

podobna jestem do owada, który żyje dla samego życia, do mrówki, która trudzi się bo musi, codziennie od nowa próbując utrzymać status quo. Ostatnio uświadomiłam sobie, że gdyby nie T nie miałabym ani mieszkania, ani dziecka, ani niczego, ponad to, co pozwala przeżyć. Owszem, uwielbiam sobie dogodzić, ale nie umiem wytworzyć planu, a potem po kolei odhaczać na nim punktów. Nie umiem pragnąć tak mocno, by ruszyc z miejsca.
Nie wierzę, nie zaczynam, nie wymyślam, nie
Bardzo chętnie wspieram innych i uwielbiam patrzeć jak budują, zmieniają i ulepszają swoje życie. Nie chodzi o wiarę w siebie. Tę mam, na tyle, żeby czuć sie świetnie i utrzymywać więź ze światem. Nie wiem, czy chodzi o wychowanie, może? Ale o który dokładnie szczegół? Nie wiem. Nie sięgam po nic, trudząc się na szlifowaniu tego, co mam.
Rację miał drogi M powtarzając często, że jestem nudna. Przewidywalna i tchórzliwa. Wewnętrznie niespójna. Pełna siły i witalności przy jednoczesnej niemożności ich wykorzystania. Boję się życia, a jednocześnie tak bardzo chcę je przeżyć na maksa.
Strach miesza się z nieposkromioną radością, poczucie obowiązku staje naprzeciw wolności.

Nie jestem zdolna do rzeczy wielkich.
A nawet małe wymykają się moim dłoniom.
Umiem znosić porażki, umiem to robić wspaniale i do tego zostałam stworzona.
Nie umiałam zdobyć prawie niczego, czego pragnęłam.
Nawet kochać zawsze się bałam. Dlatego właśnie prowadzę tak wspaniałe życie.
Oparte na zasadach, nie emocjach.
Na prawach, nie pragnieniach.
nie mam pracy którą kocham, nie mam pasji, która mnie cieszy, nie mam szalonej miłości
mam, to co mam, bo zawsze bałam się sięgnąć po więcej
nauczyłam się kochać i szanować to, co mam

i nadal nie wiem, czy jestem orłem czy kogutem
ale raczej czymś z nielotów, czymś blisko ziemi. co codziennie uczy się oddychać

Komentarze

broszki pisze…
Brawo! Osiagnelas ten poziom, ktory ja postawilam sobie za cel zeby sie z nim wyrobic do 50-tki. Do 40-tki moze byc ciezko ;) Akceptacja.
J. pisze…
Nie drwij ze mnie :P:P
:)
Brombie pisze…
Nie wiem o jakich "ludziach" piszesz. Większość chodzi do roboty, zajmuje się dziećmi, w weekendy sprząta i próbuje odpocząć. Kreatywnych to ja na palcach jednej ręki mogę policzyć.
J. pisze…
A ja nie :P:P

Piszę o ludziach, takich ja Ty, jak Paciucha, jak Atram... :)
fajnych, utalentowanych, umiejąc coś zrobić, ogarnąć..
:*
Brombie pisze…
Łooooo matko! Co ja niby umiem ogarnąć i zrobić więcej, niż Ty?!!!!

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka