Przejdź do głównej zawartości

no jasneee... czyli o tym jaka jestem zajebista

  Chciałem się pozbierać, ale rozsypywałem się w takich miejscach, do których nie chcę wracać.  
— Maks Somow

więc więc

naprawdę NIE MA SPRAWY z niczym
wiza do Rosji dl JL na już- prosz bardzo, dokumenty złożone, byle Putin nie namieszał to wizunia jak ta lala będzie na środę. 
wiza do Chin, dla AN, nawet nie zdążyłam zrobić dwóch głębszych wdechów, a już wypełniony wnioseczek, zdjecia, rezerwacje lotnicze, nawet hotel zapłaciłam, co mi tam...
telefoniki nowe z najnowszym androidem, co podobno popierdala jak dziki i trzeba na niego stworzyć mnóstwo nowych świezych aplikacji NA WCZORAJ- nie było u naszego opiekuna, zaproponował że we wtorek ... Pociągnęłam trzy razy nosem, rozrywajacym głosem wieszczyłam sobie smierć w męczarniach i pan opiekun rzekł- ojej, ja tu mam trzy, ale dla innego klienta, jadę do niego... To dam je pani, a jemu powiem, że nie dojechały i dostanie we wtorek....

nie, naprawdę, nie ma sprawy z niczym - mam obcykane też szpitale psychiatryczne w Wielkopolsce (nie pytajcie), warsztaty samochodowe (samochody służbowe wymagają sporego nakładu pracy i środków:P), ambasady, biura wizowa, biura tłumaczeń, sklepy z kopiarkami, sklepy meblowe...
Dobra, wiem, takie mam obowiązki
Ale zawsze jak trzeba załatwić coś, za co nikt nie umie się zabrać- dostaję to ja. Nie dlatego, że mnie tak lubią i nie dlatego że akurat się nudzę. Dlatego, że ja sobie ze wszystkim poradzę. I to jest cecha przezajebiście nieprzydatna, ale za cholerę nie mogę jej wyplenić. Ja po prostu sobie radzę. Nienawidzę tego w sobie. Owszem, w pracy się sprawdza, można dostać pochwałkę i dodatkowy kwadrans na kawę.

Ale w życiu nie.
W życiu to się nie sprawdza. W życiu wygrywają te zwiewne istoty, które umieją ze łzą w oku załamać ręce, usiąść i odmówić współpracy, zatrzepotac rzęsą. cokolwiek.
Często myślę o tym, czy ułożyłoby mi się inaczej, gdybym nie dawała tak dobrze rady, gdybym miała oczekiwania wobec ludzi, gdybym stawiała warunki i podpisywała umowy. Bo że jestem silna to dobrze, ale to ma swoją cenę, jak wszystko. Dam radę wytachać wielki rower po schodach z piwnicy, zrobić intensywny trening, pójśc po zakupy, pojechać, odjechać, załatwic... Dam radę znieść milczenie, obojętność, nieczułość i ból.
Ale chciałabym, żeby świat w końcu uznał, że mam prawo powiedzieć, że się skończyłam. Wszyscy mówią, nie pierdol, pójdziesz dalej, będzie pięknie. I ja, owszem, pójdę dalej, tak jestem zaprogramowana, tylko że pięknie już nie będzie.
Dlaczego nikt nie daje mi zgody na to? Czemu wszyscy mówią - ojtam ojtam, histerie, brewerie i objawy życiowego rozpieszczenia. Mam przecież wszystko.

i wszystkiego nie mam
czasem szeptem tylko umiem to wyznać
że nie udało się, że to co mam jest piękne i ze nie gonię już za niczym
że znam zapach traw i zapach dziecka, że kocham morze i burze, że dostałam od życia tak wiele
a ciągle nie wiem, jak to jest zasnąć i obudzić się przy kimś, kogo się kocha.




echem coraz cichszym odbija się we mnie tamta historia
chcę mieć do niej prawo, mimo, że była podskórna, ukryta, zła
chce mieć też prawo do bólu, jeszcze, ciągle, przez chwilę

pytasz czy ja to przeżyłem

nie
ja to umarłem ”
— *** (Stanisław Esden-Tempski)

Komentarze

synafia pisze…
Jedyną osobą, która musi sobie dać prawo do tego - jesteś Ty sama, J. Bo ja Ci napiszę, że masz prawo - ale to nie pomoże, prawda? A masz. Prawo do bycia tylko człowiekiem - jak każdy. Do słabości, do płaczu, do niedawania sobie rady. Masz prawo.

Ale ja wiem, jak trudno jest dać sobie samemu prawo do czegokolwiek. Wiem. I przytulam Cię mocno.
J. pisze…
:*:*

Dziękuję z całego serca.

Się oczywiscie poryczałam :*
słodko-winna pisze…
Wiesz Dżej? Pielęgnuj w sobie tę tęsknotę, miej ją pod skora jak przeczucie śmierci, ale nie ustawaj w pielęgnowaniu ogrodu, który masz - tak niewielu może się pochwalić własnymi rabatami. Może nie rosną w nim baobaby i nie krzyczą w nim pawie, ale spacerując po własnoręcznie stworzonych drozkach emanujesz dobrym światłem :-)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
broszki pisze…
Jako ze dokonalam autocenzury swojego komentarza, poniewaz zbyt dokladnie moge sie ustosunkowac do tego co piszesz, napisze tylko, ze w rosarium Parku Slaskiego mozna cyklicznie uprawiac "Joge na trawie"... To prawdopodobnie jak sie domyslam jedyne miejsce gdzie ta uzywka jest legalna ;) nie pogardzilabym. WBIJASZ?
Ojej jak pozno. Ojej ;)
J. pisze…
Słodka- Ty mi tak piszesz, że mnie w gardle ściska :*

Magdo- nie wiem, czemu usunęłaś komentarz. Bardzo mi pomogły Twoje słowa :*

Broszki- joga na trawie. Oł jeah !! :*
jakoś mi się zrobiło bardzo głupio i wstyd, że w takim tonie to napisałam
Ściskam gorąco!
J. pisze…
a mi sie zrobiło bardzo miło, po tym komentarzu :*

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…