Przejdź do głównej zawartości

o cenie

Nie zostałem wybitnym mężem stanu.
Nie odkryłem żadnego kontynentu.
Nie napisałem dzieła które wstrząsnęłoby światem.
Nawet nie stać mnie było na wielkie morderstwo.
Nie podpaliłem niczyjego domu
(to we mnie dom spalono)
Dla nikogo nie byłem przykładem.
Ani zły. Ani dobry.
Niezdolny do miłości i do nienawiści.
Z brakiem charakteru
przypiętym do klapy. (...) Ewa Lipska





miałam dziś kiepskie sny

snił mi się M i jego K, mówili, że w końcu sa szczęśliwi, bo się odczepiłam

Od jakiegoś czasu myślę o cenie, którą płaci się
ja myślę, że za wszystko się płaci
ja zapłaciłam sobą, wymiotło mnie ze mnie
straciłam, to COŚ, co było tylko moje
flow

straciłam też umiejętność odczuwania i płaczu
to zmrożenie pewnie minie
ale nie łudzę się, że jakoś diametralnie się zmienię

kiedy spotkałam Marcina wiedziałam że coś mnie jeszcze w życiu ciekawi, coś musze jeszcze przeżyć, dotknąć rzeczywistości, śmiać się
a teraz wiem, że nie
nie ma już nic i pewnie wiele z Was stwierdzi, że tak jest lepiej
zawsze byłam anarchistką, co nie zagrzewała miejsca w szeregu
teraz już znam to miejsce i karnie stoję
przypięta do swojej roli, jaką zgodziłam się grać
żona, matka, sprzątaczka, kucharka

życie mnie nie cieszy
nie bywam szczęśliwa

ale czy to ma znaczenie ?


(i pomyślałam dziś rano jeszcze, że postąpiłam słusznie, w końcu postąpiłam słusznie, bo lepsze jedno złamane serce (moje) niż rozwalone cudze życie (jej, z mojej winy, podobno...). Nie mogłam inaczej, paradoksalnie wcale nie jest mi jakos super z tego powodu..)

Komentarze

broszki pisze…
Znam to... A jeśli taka jest właśnie cena zanurkowania w instytucję małżeństwa??
Emma Ernst pisze…
Jak Cię znam, przeciwko temu zamrożeniu też się kiedyś zbuntujesz :*
J. pisze…
Broszki- to chujnia.
nikt nie ostrzegał ..:P

Emmo- akurat z tym mi ok, poza tym... ja już nie mam potrzeby się buntować.
Życie trochę obcięło mi jaja. może to i dobrze?
synafia pisze…
No ma znaczenie, ma... Ja cały czas wierzę w szczęście. Dla Ciebie. Ono jest. Znajdzie Cię.

:*
broszki pisze…
Jeny, dobrze ze postawilas ten myslnik ;)
J. pisze…
Synafio- ja bym wolała, żeby ono zajęło się Tobą :))

Broszki- parsknęłam herbatą, :P:P
fischerwoman pisze…
Zrobiłam Ci długi koment, ale go skasowałam. Napisze tylko tyle, że ja bym w tym szeregu nie wystała, choćby to była cena samotności. Szczęściu mówię tak, nieszczęściu mówię nie!

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …