Przejdź do głównej zawartości

się dzieje... się


ponieważ przeszłam w tryb kameralny i prywatny, napiszę to- weszłam w ostrą mailową dyskusję z M na temat przeszłości i jego zachowania, zaproponowałam mu, dość obcesowo, żeby się zrywał z mojego życia w tempie ekspresowym
i tu zonk, bo okazuje się, że chyba braliśmy udział w kompletnie różnych wydarzeniach ale razem. Każde z nas ma swoją wersję, a co najciekawsze, kompletnie te wersje się róznią. 
Jazda pt "nie opuszczę cię, bo jesteś świetną rozrywką i zabawką" wygląda na niekończącą się historię. doszly elementy melodramatyczne typu- odrzuciłaś mnie i byłaś nieczuła. o fuck.

przy okazji- M. będzie miał córkę. W sierpniu.

A dziś lało, prawdaż.
Świetna okazja by włożyć dzieciu kalosze i nakazać mu kompletne unoranie się
najzabawniejszy moment- Łucja stoi boso na środku uliczki osiedlowej i wylewa wodę z kaloszy. Przechodnie robią zdjęcia i się cieszą. Moje dziecko jest wolnym czlowiekiem. Uf. Uf. Jestem podlą matką, ale nie do konca zepsułam ten cud.
potem zabrałam ją na noc muzeów do archeologicznego
bomba, nie widzialam drugiego dziecka, które byłoby tak zafascynowane eksponatami. W sali z mumiami doznała ekstazy :P
wyszlyśmy na Stary Rynek a tam policja konna, Łucja uderzyła natychmiast glaskać konie, ujęła panów mundurowych oczywiście. Najlepsze jednak bylo przed nami. UŁANI.
prezentacja ułanów na Starym wywołała taki aplauz w Młodej, że po kolei podchodziła do koni i nie zważając na wrodzoną nieśmiałość - tuliła się do kazdego. Obowiązkowo zostałysmy na pokazie ;)
A potem, spacerem ja, a kłusem ona, wróciłysmy do domu. Albowiem regeneracja. Albowiem jutro kolejne wrażenia i towarzyskie spotkania ... ;))

(foty beznadziejne, ale zmieniam telefon niedługo :P)


ułani od dupy strony :P




Komentarze

Emma Ernst pisze…
Rety, gwiazdorstwo ma we krwi :D
Ale widać też charakterek pod tą anielską buźką ;-)
fischerwoman pisze…
Widzę, ze moje dziecko dużo omija, bo mieszkamy poza miastem i czasami albo nam się nie chce dupska ruszyć albo o czymś nie wiemy. Noc muzeum mnie odstrasza ilością ludzi, ale za rok się skuszę i wyciągnę chłopaków. A wiesz, ze w muzeum archeologicznym można zrobić dziecku urodziny? Co do korespondencji z M.- zrywasz, zrywasz i zerwać nie możesz kontaktu, po co piszesz i rozkminiasz temat na nowo? Buziaki!
J. pisze…
Sylwia- pewnie masz rację
to taka niekończąca się historia
ale teraz ona polega tylko na wzajemnym dorzucaniu sobie- bez emocji szczególnych.
Co zapłonęło - musi się wypalić,jak spiewał Bard.

Tak o urodzinkach wiem, nawet spotkałam przy wejściu Cafe ;))) i potem parę razy. Ludzi było sporo, ale i tak najważniejsi okazali się potem ułani :))

Emmo- charakterek ?? CHARAKTER :P
synafia pisze…
No ale jaką podłą matką, wypluj te słowa. Bo będę musiała się szarpnąć na bite do Poznania, żeby Ci nakopać do d. A koniec miesiąca jest, wiesz ;)

Po owocach się poznaje, pamiętasz? ;)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka