Przejdź do głównej zawartości


długi weekend był faaajny ;)
nie tylko dlatego, że był długi, ale przede wszystkim dlatego, że wspólnie zrobiliśmy mnóstwo rzeczy
zwiedziliśmy Gniezno, katedrę i muzeum (Łucja nie odpuści żadnemu muzeum, wprost uwielbia łażenie po cichych salach pełnych eksponatów, wcale- zdawałoby się- nieinteresujących dla prawie ośmiolatki). Jeździliśmy na rolkach, przejechaliśmy prawie 30 km rowerami wczoraj (a dałoby się i więcej, gdyby nie okrutna pogoda). Odwiedziliśmy Brommbę i ze 3 stadniny koni ...
Nie odwiedzaliśmy sklepów za to ;)
Czytaliśmy, oglądaliśmy filmy i odpoczęliśmy.

Dziś natomiast upiekłam z Młodą 5 blach ciastek, a teraz robię zalewę octową do ryb. Ryb ci u nas dostatek... ;)) Ale łódka jeszcze czeka na lepszą pogodę. Jak tylko wiosna się rozkręci w ogóle nie będziemy przebywać w domu.

Póki co, jednak - przebywamy.
Im dłużej przebywamy- tym więcej mamy tematów do rozmów i rozmyślań. Nurtuje mnie nieustannie kwestia szkoły Łucji. Ale to tak delikatny temat, że nie umiem ogarnąć. Z jednej strony- wiem, że stawianie szkole wymagań to absurd, z drugiej- czuję niezgodę na bylejakość. Z jednej strony - moje dziecko naprawdę jest obeznane z literaturą, kulturą itp, z drugiej- społecznie musi się rozwijać i pracować nad sobą. Z jednej strony - promujemy wychowanie bez kar i nagród, z drugiej- Łucja wróciła we wtorek z uwagą w dzienniczku. Dodam, że uwaga ta nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia (już chyba na mnie zrobiła większe), ponieważ w jej klasie pani daje uwagi hojnie i za wszystko... A ponieważ wpisała uwagę nie wysłuchując obu stron, to uważam, że sama powinna dostać uwagę :P ...
I tak codziennie sobie rozmyslam i rozmawiam z Młodą. O jej lękach, troskach, układach z dzieciakami i zabawach i klubach i klikach ...Im więcej rozmawiamy, tym większy (jednak!!) rośnie we mnie spokój. Że może damy radę.. Ogarniemy.
Może.

Tymczasem zmykam do garów, życząc miłego popołudnia :)

Komentarze

L.B. Abigail pisze…
Ja chcę ciasteczka!!! :)
Ogarniecie na pewno, przecież obie mądre dziewczynki jesteście :D.
fischerwoman pisze…
Smacznie u Was :)i ogarniasz to wszystko, ogarniasz :)
synafia pisze…
Ogarniecie :) Będzie dobrze :)

A długi weekend piękny mieliście! Super :)

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …