Przejdź do głównej zawartości

w temacie wychowania

nie wiem...
 Może jestem debilem
Może jestem beznadziejną matką
Może w ogóle coś ze mną nie tak
 Ale nie byłam przygotowana na to, co mnie spotyka
 W tej chwili sciana
 Mur
Bezsilność i brak pomysłu

 Nie nadaję się do tego.

Komentarze

Anonimowy pisze…
ales mnie zmartwila. tak znienacka ten mur???

lylowa.
J. pisze…
to skomplikowane

bardziej, niz mi się zdawało

ale proszę, pierwszy z brzegu przyklad (dodam, że takich "jazd" mam z 50 dziennie..)

Młoda ma w klasie konkurs ortograficzny- nagrodą dla najlepszej osoby jest reprezentowanie szkoły w sąsiedniej placówce (gdzieś w okolicy w każdym razie, nie wiem gdzie). Pytam Łucję, czy weźmie udział (bo sama podejmuje takie decyzje, a udział nie jest obowiązkowy)- mówi:
Nie,Marianna i Anka biorą udział i jak wygram i wygra Anka to jak pojedziemy to ona nie będzie się chciala ze mna bawić. A Marianna to nie wygra. Poza tym pojedziemy z obcą nauczycielką.
i w płacz



???!!!!
mówię- dziecko- jeszcze nie wzięłaś udziału, a już płaczesz??
-Tak, bo ja nie chcę z Anką jechać i jak pojedziemy z panią z Ic to ja jej nie lubię.

i ryk....

weźcie mi powiedzcie, co zrobic z taką WRÓŻKĄ, co wszystko wie już i nie ma bata, żeby jakoś racjonalnie jej świat przedstawić...

Oczywiście to jeden z bardziej lajtowych przykładów ...
J. pisze…
A- kategorycznie odmówiła udziału, mimo namów pani wychowawczyni, która powiedziała Młodej, ze przecież radzi sobie najlepiej w klasie ...
broszki pisze…
Nie ma czegoś takiego jak nie nadaję się. Sama se to wybiłam z głowy niedawno. Jeśli jesteś jej mamą, znaczy że się nadajesz. Ściskam :-)
ml pisze…
ale młoda ma charakterek! Mogę tylko życzyć Ci cierpliwości i wytrzymałości Asia, jakoś z bestią musiasz sobie dać radę :) Ja osobiście uwielbiam takie zadziory dlatego młoda wyrasta na moją ulubienicę. A swoją drogą myślę, że postępujesz z nią najlepiej na świecie i nikt inny by jej tak nie rozumiał jak Ty, więc nie martw się i tak ma najlepszą mamę jaka mogła jej się trafić :)
Brombie pisze…
Hmmm.... Siłą jej nie zaciągniesz. Zachęcaj, tłumacz, wskazuj plusy udziału w takich konkursach. Może następnym razem się przełamie. A może nigdy...
fischerwoman pisze…
Jesteś dla Ł. najlepszą Matką na świecie i to sobie wbijaj do głowy. Podejdź do tematu ze spokojem. Jak nie chce, niech nie jedzie, może po samym konkursie pożałuje i zreflektuje się następnym razem? Niech czuje, że to ona podjęła decyzję. Buziaki!
Ja już się przyzwyczaiłam, że relacje z koleżankami i ogólnie pojęta akceptacja, są 100 razy ważniejsze od konkursów, ocen, itp.
Ok czwartej klasy się wszystko przewartościowuje i wyklaruje się w miarę prawdziwy charakter i podejście do pracy (nauki) ocen. Wielkie ambicje lub wręcz przeciwnie.
W tej chwili najważniejsze jest żeby nie jechać z Anką i żadne ewentualne laury konkursowe nawet do pięt nie dorastają tej kwestii.
Nie przejmuj się tak bardzo!:)
Wróżka, hi hi, znasz dowcip o sekatorze? Wszyscy używamy tej cholernej wróżki
Anonimowy pisze…
ja to mysle jak fischewoman, bo sama mam w domu takie ziolko, co wszystko wie najlepiej. po 11 latach widze, ze najlepiej nam wyszlo ze sprawami, ktore zupelnie odpuscilam, choc kosztowalo mnei to wiele nerwow i cierpliwosci:(

lylowa
Julia K pisze…
A ja tam młodą rozumiem.....też mam gdzieś konkursy które nie dają mi radości.
Nic na siłę.
J. pisze…
Dziekuję Wam za każde słowo


Teraz idę to przemyśleć :)))

Myślę ze z perspektywy widziecie inaczej i więcej, muszę w takim razie, ustawic sie dalej i popatrzeć inaczej.
Anonimowy pisze…
wiesz, co, jak malina chce inaczej niz ja to sobie prznajmniej tlumacze, ze dobrze, ze tak dobrze wiec czego chce i czego nie chce. dla mnie to jest kapital na zycie. moja mama zawsze wiedziala lepiej co powinnam zrobic i ciagle lamala moje postanowienia, namawiala, wplywala i do dzis kazda decyzja kosztuje mnie czas, nerwy, niepewnosc.
malina bedzie zyla inaczej niz ja.

lylowa
J. pisze…
Lylowa- Młoda se może robić, co chce, naprawdę :)

Tylko ona ma w sobie tyle leków, strachów, "jazd" przeróżnych...
Chodzi na konie, była jeszcze w zeszłym roku obstawiana jako najlepsza zawodniczka, miała zacząć skoki... Konie to jest pasja Ł., ona o niczym innym nie mówi
i co?
spadła z konia, nic sie nie stało, ale w listopadzie spadła
zablokowała się na amen, ma teraz jazdy, boi się wszystkiego, kuli wewnętrznie, dziewczyny z nią świetnie pracują, otwieraja ją powoli, starają się, ale ona po prostu przyjęła, że jak zacznie galopować to spadnie. I nie ma siły.
Z otwartej, świetnie jeżdżacej dziewczynki stała sie kompletną ciamajdą, która ma łzy w oczach jak koń tylko szybciej ruszy...

oczywiście nie mówie tak przy niej ..
oczywiscie zaproponowałam jej przerwę..
Nie chce o tym słyszeć, chce jeździć, i już. Co z tego, skoro przestała sie rozwijać i ciągle robi to samo...
Nie mam parcia żadnego, nie o to chodzi.
chodzi o jej wewnętrzne przekonania, upieranie sie przy absurdalnych tezach i podstawianie samej sobie nogi...

(potrafi na przykład 10 razy w ciągu godziny sprawdzać, czy spakowała sie na następny dzień.. 10 razy!!! Ja po pierwszym mówię- odpuść. Spakowałaś. Jest dobrze.
nie ..
ona musi sprawdzić
i po 5 minutach znów ...)
słodko-winna pisze…
Dżej,
wyobraź sobie swój udział nie mając do tego udziału serca i perspektywę pożarcia się z przyjaciółką, a potem pół dnia z obcą osobą...
Buziaki, Dżej.Jesteś świetną mamą i nie pozwól sobie wmówić, że jest inaczej!Drugim razem daj sobie karę za takie myśli:P (może jedna książka mniej, albo cus?:P)
toto pisze…
Miałam podobne, niepokojące jazdy z moją córką, choć na innym tle. Nie mieliśmy już siły i wszelkie porady oraz bagatelizowanie naszych niepokojów tylko nas dobijały. W końcu zaufaliśmy intuicji i zmieniliśmy placówkę (choć problemy nie wydawały się mieć z tym bezpośredniego związku). Bingo. Potem jeszcze konsultacja z psychologiem dziecięcym i terapia int. sensorycznej. Inny dzieciak, inaczej funkcjonuje. Niby są to drobne sprawy, ale komfort życia jej i nasz na zupełnie innym poziomie. Pozdrawiam i trzymam kciuki. Dasz radę! Stała czytelniczka Kaśka

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka