Przejdź do głównej zawartości

śniłam



śniłam się sobie
na łódce, łodzi w zasadzie, płynęłam z ludźmi z pracy, celem był ocean
stałam z M i piliśmy drinki z palemką, ja ogromnie nafazowana na ocean cały czas marudziłam, że dookoła jakieś chaszcze, że płyniemy rzeką, że trzciny i że w ogóle po lewej mielizna. Pamiętam z tego snu  moje ogromne pragnienie wypłynięcia na ocean i straszne rozczarowanie faktem, że płynę byle rzeczką. M mówi, że mam być cierpliwa i że zaraz będzie ocean, w tym momencie zaczynam kaszleć. Kaszleć całkiem realnie ;) Pamiętam moją myśl- o nie!!! ma być ocean, nic mnie nie wyciągnie z tego snu, zostaję! W tym momencie poczułam, jak coś mnie wysysa z tej łodzi... Drink z palemką teatralnie spada na pokład a ja nagle wpadam w jakiś czarny tunel i wrzeszczę, że chcę płynąć. Okropnie męcząca była świadomosć, że właśnie wychodzę ze snu, że coś mnie z niego wyrywa i cisnę się przez ten tunel...
obudziłam się kaszląc okropnie i ze łzami w oczach
mój ocean!

próbowałam potem zasnąć i wrócić
ale tak to bywa
rzeczy raz pozostawione, zazwyczaj są pozostawione na zawsze
sny przerwane w połowie
niedośniony ocean

bezpowrotnie utracone

Komentarze

Julia K pisze…
Cała pociecha w tym śnie, że na końcu tunelu nie było światła :)
A ocean bywa naprawdę niebezpieczny. Jak wypływać to tylko z kimś kto daje poczucie bezpieczeństwa.
ml pisze…
Uwielbiam takie sny :-)
Widocznie z M. nie ma oceanu, tylko chaszcze i mielizny.
Cierpliwość nic nie pomoże.
J. pisze…
Julio- całe szczęście :))) A płynęłam z cała ekipą ludzi... i tak marzyłam o błękicie ..

ML- a ja nie :P

Magdo- nie ma i nie pomoże :) to wiem. I moja podświadomosć też:)
Brombie pisze…
Widzę, że dzisiaj była ciężka noc. Czytałaś co mi się śniło?
Alcydło Kr. pisze…
Znam to ciążące uczucie, że coś tam zostało do zrobienia. Pachnie ten sen potrzebą wypłynięcia na szerokie wody, złapania wiatru w żagle. Nie bój się, płyń:)
synafia pisze…
Bardzo mówiący sen. Bardzo bardzo.

Ty wiesz zresztą :)
Ina Leff pisze…
Ciekawy ten sen...

A czasami tak jest, że to, co miało być oceanem okazuje się tylko małą rzeczką...

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …