Przejdź do głównej zawartości

Os­ta­tecznie wszys­cy ma­my do opo­wie­dze­nia tyl­ko jedną his­to­rię. A cho­ciaż ją przeżyliśmy, zaz­wyczaj opuszcza nas od­wa­ga i nie ma­my pojęcia, jak ją opowiedzieć. J. Carroll




 zastanawia mnie, jak znalazłam się akurat w tym momencie życia, w którym jestem
gdzie źle skręciłam, gdzie zawiodły hamulce i po co w ogóle to wszystko
"do niedzieli jakoś szło" jak śpiewa Nosowska, a potem nastąpił lipiec 2011, tak, 3 lata temu
oczywiście były kolejne miesiące, zasadniczo jeden bardziej gorzki od drugiego, ale umiałam słodzić je złudzeniami. Od kiedy przestałam, jedynym smakiem, który czuję jest smak piołunu na końcu języka.

Oczywiście, mądrze i rozsądnie byłoby, gdyby po zawarciu sakramentu małżeństwa człowiek już na zawsze tracił możliwość obdarzenia innego człowieka uczuciami. Ale tak nie jest. To kolejna bolesna część historii. To jest ten fragment, w którym można rzucić kamieniem i użyć dowolnego słowa, o ile będzie dostatecznie obelżywe. Można też zaklinać się, że "mnie się to nigdy nie przydarzy". I oby tak się stało.

Nie próbuję zrozumieć, bo, między Bogiem a prawdą, nie bardzo jest tu co rozumieć. Słowami próbuję zagłuszać ból i żal, ale, umówmy się, że wychodzi mi to raczej kiepsko. Zamknęłam się w świecie swoim własnym, gdzie nie wejdzie już nikt. Tylko nie wiem, czy mi to dobrze robi. 

Ta historia trąci banałem, i nawet nie jest historią miłosną. To opowieść o kimś , kto nigdy nie był dostatecznie dobry, kto się boleśnie pomylił. Dwa razy. Rozumiem raz. Ale dwa? To historia, w której rozłażą się wszystkie wątki, by ostatecznie skumulować się i dać po ryju podmiotowi lirycznemu. Historia o tym, że nie należy wyłazić ze skorupy. I nie należy się przywiązywać.

Ten moment i to miejsce. Kiedy przeszłam już całą drogę - od euforii zakochania, przez świadomość miłości, do której myślałam, że nie jestem zdolna, przez upokorzenia, żal, samotność. I bezmiłość. Obojętność. Doszłam do miejsca, w którym rozplątało się wszystko i znów, jak trzy lata temu, patrzę na świat z dystansu. Czasem tylko, jak dziś, przelotnie spojrzałam na niego. Stał wśród innych. Co zadecydowało, że akurat on?  Dlaczego, wśród tylu fajnych mężczyzn, wybrałam tego najmarniejszego? Czemu miłość, którą w sobie mam została tak po prostu wrzucona do kosza? Niepotrzebna. Niechciana. Cała energia, którą w sobie skupiłam, cała radość i cała nadzieja.

Myślałam, że umrę, ale nie umarłam. Skarlałam, skurczyłam się, wzmocniłam mury. Są jednak rzeczy, wobec których jestem nadal bezbronna. Momenty, krótkie sekundy, które łapią za gardło. Coraz rzadziej.

Nauczyłam się, że można kochać zupełnie bez przyszłości i całkiem bez sensu. Spotkać kogoś i dać mu wszystko. Że można nie dostać w zamian tego, czego się pragnie. Że można być zabawką i żartem.

I można pójść dalej. Mimo, że żadnego dalej już się nie widzi.
Krok za krokiem, milimetr za milimetrem.

Są przecież w życiu gorsze rzeczy niż brak pragnień, złudzeń i czucia.

Komentarze

L.B. Abigail pisze…
Bardzo to tragiczna historia...
Pięknie napisana, ale dramatyczna...
Chyba dobrze, że o tym mówisz, chociaż nie mogę mieć pewności...

Moja smutna piosenka i smutny wiersz wydają się być całkiem zabawne, przy tym wpisie... przy tym co czujesz w takich chwilach, gdy czujesz...

fischerwoman pisze…
Ojej, ale smutny ten wpis i szczery do bólu.Podsumowałaś wszystko i postawiłaś gorzką kropkę na koniec. Jesteś z tych, co kochają motyle w brzuchu, ale te motyle krótko żyją. Ściskam mocno!
słodko-winna pisze…
"Ludzie przegrywają najczęściej przez strach przed pamiętaniem. Starzejemy się nie przez to, mówiła, że coraz więcej jest w nas wspomnień, twarzy, zdarzeń, zakończonych spraw, tylko przez oddalanie się od nich, przez przyzwalanie na rosnący w nas dystans odległości"
Dżej, myślę, że wygrałaś. Mimo wszystko.
J. pisze…
Słodka - piękny cytat. Tak. Wygrałam niezaprzeczalnie. Ale koszty zwycięstwa były spore. Ostatecznie- stało się dobrze. Opatrzność czuwała.

Fischer- ja myślę ze właśnie nie z tych. Jesteś dla mnie wzorem,choć rzadko to mowie... Nie chciałam się zakochać. Naprawdę. Ale to bylo jak tornado... Pamiętasz jaka byłam uśmiechnięta??:-) Tak dawno juz. Całuję.

Abi- tak bardzo nie wiem,co powiedzieć. Twoje słowa złapały mnie za serce i gardło..
Ina Leff pisze…
Contra spem spero
J. pisze…
A ja nie.
Ja juz nie wierzę, Ino, w nic.
Emma Ernst pisze…
Tchu mi brakło od samego czytania...
Wyobrażam sobie, co musiało się dziać, gdy byłaś w samym środku tego tornada.
Myślę, że najpiękniejsza miłość to ta, która się nie spełnia. Szkoda tylko, że wszystko pali do gołej ziemi i że dym tak długo unosi się w powietrzu...

Uściski, Dżej:*
J. pisze…
Och,Emmo. Tak pięknie to ujęłaś...


A mnie marzyła się miłość spełniona.
Byłam gotowa...

Nie dla mnie...

Dlatego zaklinam się ze juz nigdy.
Naprawdę. Dziś to wiem.
Nie umialabym już.
broszki pisze…
Milosc spelniona to piekna bajka, ale jednak tylko bajka. Poza tym w repertuarze milosci jest brudna podloga, okruchy na stole i gora nieposegregowanego prania. Co na obiad zamiast Co ci sie snilo. Milosc.
J. pisze…
Broszki- aż tak?:-)

Zawsze myślałam ze ten sen sie ziszcza,tylko nie mnie. Brudna podłoga i śmieci, owszem,ale pod spodem uczucie i szacunek. Najpierw te motyle,a potem zimna proza. Czasem nawet jednocześnie...

Ej,przecież to sie zdarza.
Trwa czasem krótko, ale bywa ;-)
broszki pisze…
Zimna wojna chyba ;)
J. pisze…
Broszki- się kawa zakrztusilam;-)

Z zimnych rzeczy to wole lody:-P

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka