Przejdź do głównej zawartości

napastliwie i złośliwie

bo ja nie do końca to rozumiem
wiem, że tak jest od lat i będzie na wieki wieków amen
ale i tak mnie to wkurza :P

gdyż po raz kolejny musiałam wziąć urlop, by zająć sie moim słodkim i mocno nieletnim dzieciąteczkiem, ponieważ szkoły nie pracują. Ja wiem, wiem, że posiadanie dzieci obarczone jest konsekwencjami i odpowiedzialnością. Wiem, dlatego wzięłam urlop i sadzimy pomidory, miast włączyć dziecięciu tv  w godzinach 8-17 i wymknąć się do pracy.
 Wiem też, że "trzeba było zostać nauczycielem to też byś miała tak dobrze". Ale cóż, rozumiecie, niż demograficzny oraz potrzeby innych branży plus niechęć do cudzych dzieci skierowaly me kroki ku obecnej pracy i tak chwilowo zostanie.
Ale do sedna- dwa dni przed Świętami - szkoły mają wolne, po Świętach - szkoły mają wolne, całe lato- wolne. Nie, żebym się skarżyła, ale lekko nie nadążam. Że co, że dzieciąteczka muszą odpocząć? Bez jaj. W zeszłym tygodniu- 3 dni bez zajęć bo rekolekcje (godzinka odpękana i dzieć w świetlicy pozostałe 7 godzinek). Wczoraj - brak zajęć bo wyjście do teatru... Dzieciątka są zmęczone ? Nie sądzę, to śmieszny argument. Nauczyciele są zmęczeni. Ach....
 no bo ja też jestem zmęczona i dalej nie kumam, czemu Łucja przynajmniej raz w tygodniu ma odwołane jakieś lekcje i czemu po 13 jej nauczycielka jest niedostępna już w szkole (pomijam dni zebrań z rodzicami).
Że nauczyciele zabierają pracę do domu... No tak. Akurat wychowałam się w domu z nauczycielką i odkąd pamietam moja mama uczyła wszystkie klasy 3 przedmiotów (tytan pracy, co?). Sprawdzanie klasówek dwa razy w tygodniu po godzinie, może półtorej. Ach - i wracała do domu najpóżniej o 14... Dziś, pracując jako nauczycielka nie kończy zajęć później niż 13.30. A i to raz w tygodniu.
Jestem złośliwa, wiem.
I jestem wkurzona, bo przed paroma dniami był sprawdzian szóstoklasisty i szkoła zamknięta, za chwilę weekend majowy i piątek wolny... Komu to służy?
Nie mam babci, dziadka, cioteczek i kuzynostwa, którzy mogliby w przypływie uczuć zająć sie mym dzieckiem. Oczekiwałam, że szkoła włoży minimum wysiłku w edukowanie mej córki. Ale nie. Szkoła jest tylko machiną, która mieli i powoli przeżuwa. Zmęczone twarze nauczycieli, nieszczęsnych ofiar krwiożerczej młodzieży mówią same za siebie. A mówią - dajcie nam świety spokój, byle tylko do świąt, do wakacji, do ferii.

Se myślę, że gdybym miała takie podejście do pracy i zaangażowanie to bym ze swojej wyleciała już dawno :P Ale tryby instytucji edukacyjnych mielą powoli i nie mają wymagań.
I co?
potem się dziwimy, że jest coraz gorzej, społeczeństwo jakieś niemiłe, a połowa to debile.
no cóż
no cóż.

(ja wiem, wiem- to system, na system zwalmy wszystko, na Tuska też możemy i jeszcze na klimat...)

PS tak, pracowałam jako nauczycielka, przez rok prawie, w dobrym liceum. Nie, nie było to ani męczące, ani wymagające. To było nieciekawe dla mnie, dlatego porzuciłam karierę pedagogiczną :)

Komentarze

Mama Maminka pisze…
Brawo!!!

Moje dziecia co prawda już dorosłe, ale wcześniej, nie mając rodziny na podorędziu, też przeszłam swoje!!!
Zawsze było i jest tak samo, i zawsze mnie to wściekało!

Nie ma chyba bardziej "udręczonej" grupy społecznej od nauczycieli!!!

J. pisze…
jesu!
spodziewałam się linczu a tu Brawo :)))
Całus Mamo M ;)
Mama Maminka pisze…
miało być "zawodowej" :))
Ina Leff pisze…
Ech, właśnie między innymi z tego powodu, moje małe paskudne nie będzie chodziło do zerówki w szkole, ale do przedszkolnej. W przedszkolach jest nieco lepiej w tej kwestii. Choć też nie do końca....
Masakra jakaś.
słodko-winna pisze…
Dżej, masz prawo być wściekła. rozumiem Twoja złość, bo musiałaś wziąć urlop, bo w zasięgu nie masz kogoś, kto zająłby się Małą.
No to teraz ja będę złośliwa::P
Masz wybór-jest tyle prywatnych szkół, w których nauczyciele pracują nie na karcie nauczyciela;)
słodko-winna pisze…
I żeby była jasność jestem ciałem pedagogicznym i kocham to, co robię. Kocham moje upośledzone dzieciaki.
Pół-nauczycielka, pół-świetliczanka.
Zupełnie nie udręczona:)))
J. pisze…
Slodka- nie mam
Place podatki,zasuwam jak dzika, zostaję po godzinach.
Mam prawo liczyć troche i na służbę zdrowia i na publiczne szkoły. Skoro dokładam się do budżetu państwa....


Szanuje Cię i wiem ze nie o Tobie piszę :-P
słodko-winna pisze…
Dżej, absolutnie Cię nie atakuje, bo mam wrażenie, że tak przyjęłaś moje słowa. W gronie nauczycieli to ja jestem tą, która dostaje po łbie, bo wylicza koleżankom ile dostają za godzinę pracy;)
Słyszę wtedy: i ty jesteś nauczycielką? Jestem:D choć kiedyś mówiłam, że nigdy nie chciałbym nią być. Odnalazłam jednak swoje miejsce w szkolnictwie specjalnym i nie oddałabym tego za żadną masową szkołę:)))
słodko-winna pisze…
I jeszcze, najbardziej umęczone ciała to te, które nie napracują się zbytnio, ale krzyczą za trzech:D
Znam to aż nadto.
Buziaki, Dżej.
J. pisze…
Całus Slodka- myślę ze myślimy podobnie.. :-)
synafia pisze…
Och, co mam powiedzieć, no... Rozumiem Cię, jako matka dzieciom - rozumiem. Ale też, jako córka nauczycielki, jako osoba, która sama też jakiś czas uczyła, oraz jako dobra koleżanka kilkorga nauczycieli - no nie będę psioczyć na nauczycieli. Wiem, że są beznadziejni nauczyciele, ale znam też nauczycieli wspaniałych. I jak mi pisze koleżanka, że pada na twarz, siedzi do 3 w nocy, bo zbliżają się matury... albo jak mi inna koleżanka mówi, że prosi, żebym jej dziecko odprowadziła na judo, bo musi dłużej zostać w szkole (a ja akurat tego dnia idę na 7:00 i wychodzę z robo o 15:00, żeby dziecko na judo zabrać)... No, kurczę, różnie jest. Jak to w życiu.

Ale rozumiem Cię i przytulam. Czasem tak jest, że po prostu szlag człowieka trafia, nie dziwię Ci się.
J. pisze…
Synafio- ano jest różnie :)

każdemu z nas zdarza się siedzieć do 3 nad ranem, bo praca tego wymaga.. I nie mówię, że nie ma fajnych nauczycieli :)

Uważam tylko za mocno nieuczciwe to, że szkoły mają co chwilę wolne, a poziom ich pracy/ osiągnięć/ efektów jest coraz bardziej żenujący.

I nikt nie wmówi mi, ze to wina dzieci, które są coraz głupsze.
Bo nie są, wręcz przeciwnie.
I smuci mnie, że placówki edukacyjne w przeważającej większości nie umieją wykorzystać potencjału dzieciaków, natomiast umieją go popisowo zmarnować.
I nikt nie czuje się za to odpowiedzialny...
fischerwoman pisze…
Podpisuję się pod Twoim wpisem rękoma i nogami i za rok będę tak samo pytać, co mam zrobić z dzieckiem??? Teraz ma jeszcze spokój -przedszkola maja dyżury, ale za rok sielanka się skończy....

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…