Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2014

wtorek

się mnie słowa ostatnio nie trzymają inna sprawa, że ich nie chwytam... żyję, nic szczególnego poprostowałam sobie wszystko, więc za bardzo nie ma czego rozkminiać praca dom dom praca dziecko
w zasadzie jedyne, co mnie ostatnio zastanawia, to dziecko :) odkryłam już, że świetnym nauczycielem jest, mistrzem w nauczaniu cierpliwości i badaniem ścieżek, którymi nigdy bym nie poszła. A wczoraj odkryłam coś jeszcze- że moje dziecko nie będzie świetnie jeździć konno, chociaż tak kocha konie i ma totalnego świra na ich punkcie. Nie będzie, chociaż JA bym chciała :)) :P No ale ONA nie będzie. Nie będzie bo się boi. Strach paraliżuje ją przed kłusem i galopem...
Wczoraj po raz pierwszy dostała do oprowadzania po padoku początkującą dziewczynkę. Dawno nie widziałam tyle szczęścia w oczach Łucji. Biegała jak szalona, robiła cuda wianki, fajnie i sprawnie jej szkło. Potem oprowadziła małą W. po całej stadninie i pokazała jej wszystkie konie. Efektem czego wyjechałyśmy ok. 19.40 dopiero ze szkółk…
"(...) życie to nie bar sałatkowy. Nie możemy wymienić talerza i nakladac wiele razy, konsekwencje naszych wyborów bywają nieodwołalne, nasza osobowość i charakter również. Jeśli ktoś mówi: "możesz zbudować siebie od nowa, to zależy tylko od ciebie" - kłamie. Nie przyjmuj optyki "mogę wszystko, zaplanuję życie i zapanuję nad nim". Proszę bardzo, jeśli chcesz, możesz być kowalem fragmentów swojego losu, ale nie kupuj wizji, że to zapewni ci szczęście. (...) Wizja wszechmożliwości jest wielkim fałszem. Nie da się zaplanować miłości, nie da się zabukować dzieci. Życie jest nieprzewidywalne. Pewne rzeczy nam się zdarzają i nie jesteśmy temu winni, ani nie jest to naszą zasługą..."  fragment wywiadu z Tomaszem Stawiszyńskim "Pani", maj 2014

krótki ten wywiad, ale bardzo mi się spodobał, w ogóle, pan Stawiszyński to rozsądny gość. A ja lubię rozsądnych i nieafektowanych ludzi.

Czytając te słowa myślałam o Brommbie.

W ogóle- myślę o Was, Mała. Będzie …

..

świat się kończy, spodobał się się fragment prozy pana Wiśniewskiego, którego odsądzam zazwyczaj od czci i wiary :P  nie lubię sposobu, w jaki on pisze, nie cierpię wręcz, ale przyznam,  że to poniżej uderzyło tak w okolice mostka:
Dla mnie byliśmy w układzie. Tak. Układ. To chyba najlepsze słowo. Nigdy nie byliśmy w związku. Spotkałem ją, dobrze mi się z nią rozmawiało, czułem się przy niej bezpiecznie, czułem łączącą nas nić porozumienia. Przytulaliśmy się, całowaliśmy się, mieliśmy seks. Bliskość fizyczna dla ludzi bez zobowiązań nie jest zobowiązująca. Powstała więź, tyle, że bez przywiązania. Ona nie może mnie zranić porzuceniem i odejściem. Ja nie złożyłem jej żadnych obietnic i odchodząc, nie muszę mieć poczucia winy. Mam z nią układ. Nie związek. Układ jest z natury hedonistyczny, nie ma w nim odpowiedzialności. I mało jest w nim zaufania. Po chwili zdałem sobie sprawę z paradoksu tej sytuacji. Nie było w moim życiu żadnej innej kobiety, której ufałem bardziej niż Joannie. Mim…

Różewicz

Wśród wielu zajęć  bardzo pilnych  zapomniałem o tym  że również trzeba  umierać
lekkomyślny  zaniedbałem ten obowiązek  lub wypełniałem go  powierzchownie
od jutra  wszystko się zmieni
zacznę umierać starannie  mądrze optymistycznie  bez straty czasu
[ Tadeusz Różewicz ]



1921 - 2014

pewnego dnia

pewnego dnia w końcu przestaję biec, idę i sobie patrzę -  kwitną lilaki :)  fioletowe i białe... nie gonię nikogo i z nikim się nie ścigam co dziwniejsze - zamiast obcasów mam baletki, zwykły t-shirt i byle jak zawiązaną chustkę na szyi nic nie muszę
pewnego dnia odważam się w końcu powiedzieć bez agresji, co myślę i jest mi z tym dobrze. a także z tym, że ludzie są różni, często do mnie nieprzystający, ale czy nie jest najważniejsze, bym sama do siebie pasowała?
pewnego dnia  odpuszczam i świat w końcu toczy się bez mojej kontroli :) bez pseudoprawd, psychologicznego bełkotu gazet, rad i nierad znajomych i nieznajomych
bo tego dnia już wiem, że jestem dla siebie punktem odniesienia i mam wszystko, czego potrzebuję i nie muszę być inna ba! ja inna raczej nie będę już :)
pewnego dnia, na przykład dziś :) ale, oczywiście, to nie dzieje się jednego dnia życie w procesie :) nieustanna praca . A tak serio, to kiedy zmienia się sposób patrzenia- zmienia się prawie wszystko.
Ja nie latam, …

wtorek

Długo by pisać i opowiadać, że miałam fajne Święta
mnóstwo spotkań, rozmów, a przede wszystkim spacerów i wędrówek

w skrócie wyglądało tak:




i nawet miałam ochotę napisać i opisać, gdyby nie droga powrotna, prócz tego, że mnie wymęczyła ( ponad 6 godzin!) to tradycyjnie skłoniła mnie do refleksji innej, niż świąteczna, natury. Dużo jeździmy, robimy tysiące kilometrów rocznie i za każdym razem widok (a to, niestety widok nierzadki)  samochodu leżącego kołami do góry w rowie robi na mnie wrażenie, tym większe, gdy widzę leżące obok ciała... Wiem. Wszyscy się spieszymy. Wiem. To banał i puszczamy go mimo uszu- ale na drodze trzeba myśleć, przewidywać, dostosować prędkość. I czasami- mieć szczęście. W ciągu 4 dni widziałam 2 wypadki śmiertelne.
Życie jest kruche. I jakże często kończy je brawura i brak wyobraźni.

napastliwie i złośliwie

bo ja nie do końca to rozumiem wiem, że tak jest od lat i będzie na wieki wieków amen ale i tak mnie to wkurza :P
gdyż po raz kolejny musiałam wziąć urlop, by zająć sie moim słodkim i mocno nieletnim dzieciąteczkiem, ponieważ szkoły nie pracują. Ja wiem, wiem, że posiadanie dzieci obarczone jest konsekwencjami i odpowiedzialnością. Wiem, dlatego wzięłam urlop i sadzimy pomidory, miast włączyć dziecięciu tv  w godzinach 8-17 i wymknąć się do pracy.  Wiem też, że "trzeba było zostać nauczycielem to też byś miała tak dobrze". Ale cóż, rozumiecie, niż demograficzny oraz potrzeby innych branży plus niechęć do cudzych dzieci skierowaly me kroki ku obecnej pracy i tak chwilowo zostanie. Ale do sedna- dwa dni przed Świętami - szkoły mają wolne, po Świętach - szkoły mają wolne, całe lato- wolne. Nie, żebym się skarżyła, ale lekko nie nadążam. Że co, że dzieciąteczka muszą odpocząć? Bez jaj. W zeszłym tygodniu- 3 dni bez zajęć bo rekolekcje (godzinka odpękana i dzieć w świetlicy pozo…
Os­ta­tecznie wszys­cy ma­my do opo­wie­dze­nia tyl­ko jedną his­to­rię. A cho­ciaż ją przeżyliśmy, zaz­wyczaj opuszcza nas od­wa­ga i nie ma­my pojęcia, jak ją opowiedzieć. J. Carroll




 zastanawia mnie, jak znalazłam się akurat w tym momencie życia, w którym jestem gdzie źle skręciłam, gdzie zawiodły hamulce i po co w ogóle to wszystko "do niedzieli jakoś szło" jak śpiewa Nosowska, a potem nastąpił lipiec 2011, tak, 3 lata temu oczywiście były kolejne miesiące, zasadniczo jeden bardziej gorzki od drugiego, ale umiałam słodzić je złudzeniami. Od kiedy przestałam, jedynym smakiem, który czuję jest smak piołunu na końcu języka.
Oczywiście, mądrze i rozsądnie byłoby, gdyby po zawarciu sakramentu małżeństwa człowiek już na zawsze tracił możliwość obdarzenia innego człowieka uczuciami. Ale tak nie jest. To kolejna bolesna część historii. To jest ten fragment, w którym można rzucić kamieniem i użyć dowolnego słowa, o ile będzie dostatecznie obelżywe. Można też zaklinać się, że &quo…

Locke.

kiedy przeczytałam, jakiś czas temu, że bedzie w kinach nowy film z Tomem Hardym, postanowiłam, że nic mnie nie powstrzyma i faktycznie ...:P Tom Hardy od czasu, gdy obejrzałam "Incepcję" został moim absolutnym uosobieniem męskości i w ogóle och i ach. No wiem, Brad Pitt byłby lepszy, albo chociaż J. Depp. Nic z tego, mój plebejski gust wybrał Toma H i nie odpuszcza. Oglądałam chyba wszystko, co się dało z jego udziałem, łącznie z okropną rolą Heatcliffa w "Wichrowych Wzgórzach" :))
Więc poszłam dziś na "Locke'a". Oczywiście fakt, że to film jednego aktora był dla mnie dodatkowym wabikiem :) I, oczywiście, że jestem zachwycona. Chociaż nie, zachwyt to nie jest- wbiło mnie w fotel. Że można tak skromnymi srodkami wyrazu pokazać tak wiele. Niektórzy piszą, że film jest nudny. Jest. Jest trudny, przynudza czasem, gdy mowa o betonie, ale tak naprawdę, to wszystko jest potrzebne, żebysmy zobaczyli, kim był i kim jest Ivan Locke.  Żona bohatera mówi coś ta…
Powiem ci…
Zmarnowaliśmy świt
A tego nie wybaczy nam żadne niebo. (Jim Morrison)



jestem trochę zmęczona
bardzo zmęczona
apogeum absurdu
malujemy trawę na zielono, a niebo na niebiesko, żeby nasi goście i kontrahenci zza zachodnich granic byli zadowoleni,
biegamy z kawą, uśmiechamy się głupawo i nie patrzymy sobie w oczy
myślimy o dużych pieniądzach,
zachowując się jak idioci bez mózgów.




w tym wszystkim nagle ty ... chciałabym powiedzieć ci, że zmarnowaliśmy wszystko, ale nawet teraz nie rozumiem po co  nam się to przydarzyło. Więc milczę przez ten uśmiech, który ma maskować smutek. Ale mu się nie udaje i błądzi, po czym schodzi na manowce. Moja twarz nie wyraża nic, co umiałbyś zrozumieć.
Rozstajemy się jak przyjaciele.
Szkoda, że nigdy nimi już nie będziemy.

śniłam

śniłam się sobie na łódce, łodzi w zasadzie, płynęłam z ludźmi z pracy, celem był ocean stałam z M i piliśmy drinki z palemką, ja ogromnie nafazowana na ocean cały czas marudziłam, że dookoła jakieś chaszcze, że płyniemy rzeką, że trzciny i że w ogóle po lewej mielizna. Pamiętam z tego snu  moje ogromne pragnienie wypłynięcia na ocean i straszne rozczarowanie faktem, że płynę byle rzeczką. M mówi, że mam być cierpliwa i że zaraz będzie ocean, w tym momencie zaczynam kaszleć. Kaszleć całkiem realnie ;) Pamiętam moją myśl- o nie!!! ma być ocean, nic mnie nie wyciągnie z tego snu, zostaję! W tym momencie poczułam, jak coś mnie wysysa z tej łodzi... Drink z palemką teatralnie spada na pokład a ja nagle wpadam w jakiś czarny tunel i wrzeszczę, że chcę płynąć. Okropnie męcząca była świadomosć, że właśnie wychodzę ze snu, że coś mnie z niego wyrywa i cisnę się przez ten tunel... obudziłam się kaszląc okropnie i ze łzami w oczach mój ocean!
próbowałam potem zasnąć i wrócić ale tak to bywa rz…
mam absolutnie wszystkiego dość miewacie tak ? prośba do świata, żeby się odwalił wypowiadana jest stanowczym głosem, co kilka minut wczoraj walczyłam na wszystkich frontach, dziś mam w nosie fronty, nie biorę udziału w tej wojnie. Gdybym miała swój pokój, zamknęłabym się w nim ze słoikiem masła orzechowego :P ale nie ma tak dobrze nie wyłączę się z życia, za miło by było
stoję i patrzę sobie w oczy to od dawna nie są oczy dziewczyny, którą łatwo lubić nic z tego
muszę coś zmienić, samo się nie zmieni, samo się może tylko spieprzyć, wiadomo od jakiegoś czasu nie wiem, co dalej jakie dalej? sporo we mnie złości do losu, tak to bez sensu, a jednak losie, czemu znów wywinąłeś mi stary numer? losie, czemu regularnie daję ci się nabierać? bezbronna i naiwna jak dziecko
więc - co dalej ?
żeby nie było bez sensu ?

niedziela

kupiłam dziecku nowe rolki
albowiem stare okazały się za małe
bałam się, bo te nowe sprzedawczyni zachwalała jako wyjątkowo szybkojezdne
nie myliła się, to ja się pomyliłam ze swoim lękiem :)







ps. kolor stroju dedykowany Julii K. :)
ps2. film z telefonu, więc jakość podła, wiem.

dzieci są różne

co za odkrywczy tytuł, prawda? :P

wczoraj siedziałyśmy na spotkaniu, cztery matki małolatów
N ma 4 i pół roku
B ma 5 i pół roku
Lu ma 7 i pół
i M ma 7 i pół

pytam jakiego wzrostu są dzieciaki
wszystkie mają 122 cm :D i noszą buty w rozmiarze 30, tylko najmłodsza N nosi 32 :D

to jeszcze z porannych rozmów z córką
rozwiązuje jakieś zadanie o zbożach i powtarza pod nosem jęczmień, jęczmień, jęczmień
rozpogadza się nagle
- to do mnie ! Jęcz mniej !
:P

milej soboty!
w sumie to wpadłam tylko po to, żeby podziekować :)

zostałam podtrzymana na duchu i skonfrontowana z innymi punktami widzenia, to mi bardzo pomogło
podziękowała :D

gdyby miała czas to by opowiedziała, że nawet skorzystała z rad i złapała dystans, pogadała z dzieckiem i jakoś ... jakby lepiej ?
lepiej jej w środku, to i dziecku lepiej :P

i ma jeszcze piosenkę, którą właśnie dostała od kogoś, kto niegdyś ważny był... Chciałby być ważny teraz, ale teraz nie należy już do niego ...
 ale piosenka - czemu nie? kojąca


w temacie wychowania

nie wiem...
 Może jestem debilem
Może jestem beznadziejną matką
Może w ogóle coś ze mną nie tak
 Ale nie byłam przygotowana na to, co mnie spotyka
 W tej chwili sciana
 Mur
Bezsilność i brak pomysłu

 Nie nadaję się do tego.
ktoś mi kiedyś powiedział, że mam dobrego i pracowitego Anioła Stróża miał rację błądzę i upadam, ale za każdym razem wstaję silniejsza
tak trudno jednak się pogodzić z niektórymi rzeczami, zwłaszcza z tym, na co nie mam wpływu :) Trudno, ale się uczę. Patrzę jak roztrzaskują się moje marzenia i oczekiwania, ze świadomością, że przecież nie powinno ich być. Że przywiązuję się do złudzeń. Karmię mrzonkami. Że nie mam prawa oczekiwać. Mam prawo płynąć na fali, która mnie niesie, ale prądu nie zmienię.
Po wczorajszym, bardzo trudnym dniu, dzisiejszy daje wytchnienie. Udało mi się tyle rzeczy - nie ma dziś lekcji w szkole, a moje dziecko zamiast kwitnąć w świetlicy, bawi się trzy piętra nad naszym mieszkaniem - u Polki :) (fantastycznie jest trafiać na życzliwych ludzi!), wykonałam mnóstwo pracy i zasłużyłam dziś na pochwałę :P. Coraz lepiej i samodzielniej jeżdżę, nieustannie zmagam się sama ze sobą. Z lękami, strachami, wątpliwościami.
Wielkim szczęściem jest mieć takie życie, jakie mi…