Przejdź do głównej zawartości

za ciasno dla słów / by mogły znaczyć co chcą




chyba z lekka zaczął mnie przygniatać ciężar życia :P
gatunkowy ciężar, znaczy się

utkłam, jak mawiamy sobie w biurze, w jakimś dziwnym momencie, który się przedłuża, zamiast się kończyć

never ending story ze szkołą Łucji, jakiś koszmarny zbieg okoliczności, wcale nie łagodzących, codzienne płacze, żale, wczoraj nawet siniaki. Nie tak miało być..
praca T, która powoli staje się brakiem pracy
moje umiejętności kierowania pojazdami, które doprowadziły do wyzwisk na środku ulicy (ok, wina leżała po obu stronach, ale ja tak ochoczo biorę winę na siebie)
moje zycie wewnętrzne, o którym wiem tyle, że już go prawie nie ma... Za radą Bromby nie uciekłam, a to, że zostałam wyprostowało sytuację. Ba. Jest dobrze, więc może się tylko spierdolić, choć nie ma już w sumie, co . I, przecież -  zupełnie nie tak miało być.

No, a skoro nie tak miało być, to po prostu jest jak jest ;) Mądrzy ludzie mawiają, że problemy to dobra rzecz, bo służą naszemu rozwojowi. Każdy medal ma dwie strony, a każdy kij dwa końce. A jeszcze inni mawiają, że jeśli masz pod górkę, to znaczy, że idziesz w dobrym kierunku...
 A ja sobie myślę, że im gorzej, tym lepiej.
 Się uczę pokory :)

Komentarze

Emma Ernst pisze…
Ja bym tam mogła bryknąć w "złym" kierunku, tylko takiego jeszcze nie znalazłam.
A może mi nawigacja siadła ;)

J. pisze…
:))

Emmo, a może masz permanentnie sfiksowaną nawigację :P

ja to chyba nie mam kierunku, tylko robię koła, ale kiedyś już o tym pisałam

nie wiem, jak to jest, niby wiem, dokąd idę, a dochodzę zupełnie gdzie indziej :)))
Emma Ernst pisze…
Może i permanentnie ;))

Pamiętam, co wtedy Magda napisała: robisz koła, ale spiralnie w górę. Zawsze to jakaś geometria. Ja idę jakimś zygzakiem albo haftem krzyżykowym :)))
No i dobra, chrzanić to. Trzeba żyć i już.

L.B. Abigail pisze…
A życie wewnętrzne to masz na myśli bakterie? Czy takie wewnętrzne w sensie duchowe?... ;)...

Przykro mi... Nie znoszę takich przedłużających się dołów... ;/
atram pisze…
trzymaj się magusto dzielnie!
A czy Łucja ma w szkole jakieś wsparcie ze strony grupki przyjaciół?
J. pisze…
Magdo- ma, ale to trochę rozhisteryzowana dziecina ;) poza tym sytuacja całej klasy jest tak skomplikowana, że codziennie mają zajęcia z psychologiem i pedagogiem. Mnie to przerasta, a co dopiero siedmiolatkę ...

Marta- trzymam i nie puszczam :*

Abi- bakterie grasują niezauważone, zaś rozterki duchowe potrafią dokopac :)
:*

Emmo- haftujesz niezłe rzeczy, chrzanić niechęć do geometrii :P
:)
synafia pisze…
Kurde, siniaki? To rzeczywiście paskudnie - co można zrobić w tej sprawie? No i wszystko inne - mój biedaku, przygniotło Cię rzeczywiście :( Przytulam mocno.

I wiesz, jak teraz jest pod górkę, to potem znowu będzie z górki. Cały czas pod górkę nie będzie, bo tak byś zaszła wysoko, że od razu do nieba ;)

ml pisze…
Nie martw się wszystko się jakoś ułoży, zawsze się układa
J. pisze…
Marku- zawsze się układa, prawda? zazwyczaj inaczej, niż byśmy chcieli

Synafio- z górki, pod górkę, ad mortem.
ot i wszystko :*
fischerwoman pisze…
W piątek 4 kwietnia spotkanie- masz być. Nawet jeśli nie "przerobimy" wszystkich tematów, to miło spędzimy czas. I nie chcę widzieć, że odchodzisz od stolika o 19.00, no!
J. pisze…
Będę, będę :):)
Alcydło Kr. pisze…
Jak już się tyle skumulowało, to teraz musi być tylko lepiej :-) Ściskam mocno!
Julia K pisze…
Bo to jakoś tak się dzieje że problemy chodzą stadami, ale potem może być już tylko lepiej
Oby jak najprędzej
I tego życzę :*
Anonimowy pisze…
okropne z ta szkola. dla malin podstawowka przez te rizne przygody byla niezla szkola zycia. jak raz doszlo do sincow wzielam sprawy w swoje rece a drugi raz chodzilo o siniaki na duszy (sercu?) obie z tych zmagan wyszlysmy madrzejsze i silniejsze, czego i wam serdecznie zycze.
pewnie masz tak samo ja ja: jak dziecku zle sie dzieje, to zaraz cala reszta tez do kitu:(
(chocby chodzilo o bzduere jak niezaproszenie na urodziny czy o inna bzdure)

lylowa
J. pisze…
Julko - obyś miała rację :*

Lylowa- WŁAŚNIE TAK MAM :)
a szkoła do dupy ..

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka