Przejdź do głównej zawartości

instynkt

rozmawiałam dziś z mamą
o jej sytuacji w pracy, emeryturze, którą planuje, o wszystkim, co przyszło nam do głowy
w pewnym momencie powiedziała mi
- kiedyś myślałam, że jesteś zimna i cyniczna, dziś widzę, że masz ogromną wolę przetrwania i instynkt, który cię chroni
- ale płacę za to cenę, nie przywiązuję się do ludzi i do rzeczy
- nawet do matki jesteś średnio przywiązana ;))

puenta mnie rozbawiła, ale tak chyba jest
mając ogromny szacunek do ludzi, mam taki sam dystans
oczywiście, boli mnie, kiedy cierpi moje dziecko, ale wiem, że nie uniknie bólu. Wiem też, że losem mojego dziecka jest mieć swój własny los :) Dlatego pozwalam i pozwalałam jej być kim chce i dlatego pewnie dziś mam małe trudności z egzekwowaniem tego, na czym mi zależy. Ale, czy to, na czym mi zależy musi być ważne dla mojej córki ? ;)) Nie sprawdzam jej i nie kontroluję, wbrew zaleceniom pani wychowawczyni, nie czytam z nią codziennie. Czytam jej. A ona czyta sobie. Jeśli chce. A chce. Nie podpisuję codziennie czytanek w książce i nie odrabiam z nią lekcji. Pisałam już kiedyś, że ja szkołę skończyłam. wystarczy mi :)
a skoro o szkole, przeczytałam dziś takie zdanie Jespera Juula : SZKOŁA TO JEDYNY BIZNES W NASZEJ KULTURZE, W KTÓRYM PRACOWNICY NIE SĄ ODPOWIEDZIALNI ZA TO, CO SPRZEDAJĄ.

ale ja dziś nie chcę o szkole, choć mogłabym dlugo..
ja dziś o instynkcie, który nie pozwala przywiązywać się do ludzi, do idei, do bogów, religii, polityki i czegokolwiek. Mam poczucie marności świata. :) I mam poczucie własnej małości. Mam też dystans i poczucie humoru. Jestem kotem (koty też mają poczucie humoru, przynajmniej mój, wymiotując rano do kapcia T :P). I nie napinam się na swój temat.

a wpis ten sprowokowany jest nie tylko rozmową z moją mamą, ale też dyskusją z moim ulubionym szefem, który twierdzi, że nie ma na mnie siły i że niczego się nie boję i cholernie muszę dopiąć swego. "Jesteś gorsza niż facet" wyznał mi dziś :P Nawet nie mogę się na ciebie wkurzyć, bo wiem, że ciebie to nic nie obchodzi! To fakt. Nic, a nic :)
 A swego dopięłam. Potem napilismy się kawy razem :)

a...
pamiętacie?


Jeżeli porcelana to wyłącznie taka:


Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

Stanisław Barańczak

Komentarze

Brombie pisze…
Hmm... Muszę chwilę pomyśleć nad tym, co napisałaś? Co to takiego instynkt przetrwania? Czy aby na pewno się nie przywiązujesz? Czy aby na pewno spływa po Tobie jak po kaczce. Śmiem wątpić. Wiem tylko, że moja mała niełatwa w obsłudze przyjaciółka obrała sobie jedną z trudniejszych dróg ukrywania przed światem swoich słabości. Zabijemy ich śmiechem... Tylko, czy warto zawsze tak poświęcać samego siebie? Marność tego świata jest faktem, jednak kochamy to życie i staramy się wyszarpać dla siebie choć garść. Garść piękna, garść zainteresowania, garść aprobaty i uczucia. Jesteśmy ludźmi. Tylko i aż. A co do Łucji, to znasz moje zdanie. Każdy ma swoje życie do przeżycia. Dajmy wolność i prawo do błędów.
J. pisze…
kocham Cię :*

przy Tobie to nawet złudzeń na swój temat nie mozna mieć :P:P

a zaraz odezwie się Sylwia i Agata.. :P:P

:))
L.B. Abigail pisze…
J., ale to w gruncie rzeczy jest straszliwie przygnębiające...

Nauczyłam się być zależną, pozwoliłam sobie na przywiązanie dopiero... dopiero całkiem niedawno...

Dawniej podobnie jak Ty ceniłam sobie nade wszystko niezależność i nieprzywiązywanie się... Dzisiaj, ponieważ już doskonale opanowałam to pierwsze poznaję drugą stronę medalu... I to jest wielka przyjemność...

Życzę Ci, abyś i Ty kiedyś tego spróbowała :) - wszystko ma swój czas...
synafia pisze…
Jeżeli opisałaś bycie kotem, to ja zdecydowanie jestem psem ;)

Przywiązuję się. Bardzo. Przywiązuję się nawet tam, gdzie mnie nie ma. To przywiązanie boli czasem tak, że zapiera dech w piersiach. Że zdarza mi się popłakać w autobusie na samą myśl o tym, co mógł czuć ktoś, kogo nigdy nie widziałam na oczy. Wiem, głupie to. Głupie, niedorosłe i słabe.

Wierzę, a czasem łapię się na myśli, że świetnie rozumiem tych, którzy nie chcą wierzyć w istnienie Boga w TAKIM świecie. Bo i dla mnie to jest czasem niepojęte, a nawet obraźliwe - jak to? Bóg miałby patrzeć na to wszystko? Miałby współistnieć z TYM?

Ale trwam w wierze i trwam w życiu bo i ja mam swój instynkt przetrwania. On mi mówi, że trzeba być i dawać z siebie wszystko nawet, jeśli wydaje się to zupełnie pozbawione sensu. Póki co jeszcze daję radę, choć ostatnio dużo we mnie strachu i zwątpienia.

Przepraszam, że ja o sobie, zamiast o Tobie. Po prostu w Twoim wpisie przejrzałam się jak w lustrze i zobaczyłam samą siebie do góry nogami ;)

Trzymaj się! I czekam na wiadomości od Ciebie :) :*
J. pisze…
Synafio- jesteś cudowna !
I ja uważam, że jesteś niesamowita kobietą:*

Abi- tak
kiedyś dorosnę i wtedy pewnie najpierw będę płakac przez dwa dni, a potem się zobaczy
albo i nie :*
Julia K pisze…
Mogłabym się podpisać i pod wpisem Brombie i Synafii.
Bo jestem taka jak Synafia, przywiązuję się do ludzi, jak pies. I bardzo boli mnie ich odejście.
I Brombie przytaknę....w tym że próbujesz wszystko śmiechem przykryć i powiedz jak ktoś ma Cię zrozumieć?
A co do Łucji.....droga jak najbardziej słuszna.
J. pisze…
Cóż Julio-widocznie nie można mnie zrozumieć ... :) Zresztą nie wymagam od nikogo :)

Jesteście fajne, takie jakie jesteście. Świat jednak lubi róznorodoność i może i dla mnie jest w nim miejsce ? :)
miłego dnia:*
Julia K pisze…
na pewno :)
Miłego dnia :*
synafia pisze…
J. dla każdego jest miejsce i każdy jest tutaj potrzebny :) Świat potrzebuje i kotów, i psów. Inaczej nie zachowałby równowagi :)
ml pisze…
Podziwiam Twoją zdolność oceny samej siebie i odwagę, że mogłaś się do siebie przyznać i to, że jesteś kotem i to, że tak ładnie to przekazałaś :) Ja generalnie lubię hippisów i punków, pacyfistów i wojowników, introwertyków i ekstrawertyków, psy i koty. Dla wszystkich na Ziemi jest miejsce i to lubię najbardziej :)
Mama Maminka pisze…
A bo widzisz, "życiem to się trzeba jarać"...tak kiedyś ktoś powiedział mi.
Tylko,że ja jedynie fajki umiem jarać.

Pię-niee, pien-knie..no poprostu piknie napisane!!! Nic dodać nic ująć!
:))
słodko-winna pisze…
Dżej, dziękuję Ci za tego Barańczaka. Nie znałam...
Dziś mi było tego trzeba.

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …