Przejdź do głównej zawartości

czytanie


Dziś polecam i nie zniechęcam.

Polecam, choć pierwsza z książek zdecydowanie nie jest dla każdego. Trudno powiedzieć, dla kogo jest (dla mnie na pewno!), ale co wrażliwsze jednostki odrzucą Patrycję Pustkowiak i jej
"Nocne zwierzęta"

 Ta pozycja to chyba pewniak w walce o Nike :) Książka, której wcale nie chciałam przeczytać. Po przejrzeniu w Empiku, odłożyłam na półkę z przekonaniem, że raczej nie. Ale wszędzie natykałam się na recenzje, że zdecydowanie tak. Cóż było zrobić. Kupiłam. I zaczęło się... Po kilku stronach, uprzedzam, zaczynamy naprawdę czuć się nieco pijani, by pod koniec zaćpać się i wciągać co się da. Pustkowiak umie pisać, oj umie :) Radzi sobie z językiem, ale, co jednak wcale nie częste ostatnio, ma pomysł na fabułę. I na uniknięcie banału.
 W skrócie- bohaterkę, Tamarę Mortus, poznajemy w chwili, gdy "jest już pozamiatane", zabiła człowieka. Znamy finał historii, książka jest opowiadaniem, jak do tego doszło. I dlaczego. Tamara jest alkoholiczką, nie żałuje sobie również innych używek. Tamara jest nocnym zwierzęciem, które błąka się między dniem, a totalną pustką nocy. Tamara się poddała i próbuje po prostu przetrwać tak, jak umie. Usiłując wyeliminować ból istnienia - pije. Pije do nieprzytomności, poprawiając kokainą i innymi narkotykami. Język jest dosadny. Historia nieprosta, ale bez użalania się nad bohaterką. Obserwujemy jej upadek, bez nadziei, że ocali ją fatum, Bóg, lub interwencja kosmitów. Historia Tamary już się dokonała.
Słowo, którym bym określiła tę książkę to - zajebista. Takich książek chcę więcej. Zmęczyłam się wprawdzie pod koniec, bo nie miałam świadomości, ile kokainy może wciągnąć człowiek :P, ale uważam, że pani Pustkowiak świetną autorką jest!

A druga książka z całkiem innej planety.


Jestem fanką Juula, a po tej książce to już chyba wyznawczynią :). Czytałam wszystko, co wyszło po polsku i muszę powiedzieć, że dopiero po tej pozycji dotarło to, co Juul próbuje przekazać. Sięgnęłam po książkę, ponieważ w klasie Łucji jest problem z agresją, a ja nie bardzo wiedziałam, jak to ugryźć. Juul świetnie pisze o tym, że tabuizowanie agresji jest problemem naszych czasów i źle robi i nam i dzieciom. Podkreśla, że agresja bywa potrzebna i, że w przypadku większości dzieci, jest ostatecznym wołaniem o pomoc. Wołaniem, na które my, dorośli nie potrafimy zareagować. Potrafimy odrzucać, eliminować, badać, zamykać, karać, ale nie umiemy pomóc dzieciom, zrzucamy na nie winę za ich zachowanie. Tymczasem odpowiedzialni jesteśmy właśnie my. Dzieci nie umieją radzić sobie z emocjami, a my im nie pomagamy. Przyczepiamy łatkę łobuza, wyrzucamy z grupy agresora... To nie rozwiązuje problemu dziecka, chociaż może rozwiązać problem grupy. Tymczasem najczęściej dzieci, które przejawiają zachowania agresywne pozostają bez pomocy. Co więcej, są stygmatyzowane, odrzucane i- jak w klasie Łucji- natychmiast diagnozowane pod kątem ADHD. Oraz leczone farmaceutykami. Bez żadnej rozmowy, zmiany otoczenia i nastawienia z zewnątrz. Co najgorsze, leki na pewno wyciszają, ale nie zmniejszają problemu. wiemy przecież wszyscy, że problem zaczyna się w domu. Tym konkretnym, w którym wobec chłopca stosowana jest przemoc...  Nafaszerujmy go lekami, może będzie mniej bolało, jak ojciec będzie go bił...
To już nie Juul, to już ja.

Obie książki polecam serdecznie.
Warto.


Komentarze

Emma Ernst pisze…
Ta pierwsza mnie zaintrygowała, ale na zasadzie chciałabym a boję się, bo mnie się strasznie udziela tekst. Przez czas czytania żyję emocjami, które z niego emanują, zresztą wiesz jak na mnie działa Houellebecq... No ale tu mi trochę Masłowską powiało, choć nie wiem czy słusznie...?
J. pisze…
Emmo- może trochę i Masłowską, ale jednak Pustkowiak ma swój styl.
Rozumiem to z tym tekstem, po panu H. też chodzilam jak struta. Tu jest inaczej, nie byłam w stanie wejść w te klimaty, bo są mi tak odległe, że nie daję rady.
Poza tym- to niesamowicie zabawna książka, z tym, że epatuje czarnym humorem ;)
Emma Ernst pisze…
Hm. Nie znam ani jednego tytułu, nie wiem kompletnie z czym kojarzyć a z czym wręcz przeciwnie, ale Ty jesteś moim osobistym autorytetem książkowym, zatem wezmę pod uwagę przy jakichś zakupach.
L.B. Abigail pisze…
Bardzo ciekawie się zapowiadające tytuły... Przemyślę oba...

Ciekawe z tą agresją, mocno to napisałaś...

Pozdrawiam.
Brombie pisze…
No to kiedy do mnie przyjeżdżasz, Biblioteko?
J. pisze…
Emmo- zawsze możesz iść do biblioteki, jak Ci sie nie spodoba to oddajesz i po sprawie :)

Abi- mocno, bo ostatnio też dość intensywnie zmagam się z tematem.

Aśku- sobota odpada u mnie, niedziela u Ciebie ... :(
Wu pisze…
Jestem raczej fanem wzlotów, a nie upadków, ale co mi tam szkodzi, skoro polecasz, przeczytam ;)
J. pisze…
Wu- w końcu WŁAŚCIWA reakcja :D

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …