Przejdź do głównej zawartości



"Boimy się zatrzymać, boimy się działać, wciąż liczymy do trzech i nie zaczynamy - kompleks wyższości, mieszane uczucia, ale skądinąd bardzo wydolne, funkcjonujemy na pełnych obrotach. Owo rozdarcie to nie przypadłość konkretnej epoki lub stulecia; jak epidemia szerzy się wszędzie i zawsze kiedy kobieta zostaje ujarzmiona. kiedy tylko żywiołowa natura zostaje schwytana w pułapkę"
 Clarissa Pinkola Estes "Biegnąca z wilkami"

ściagnęłam dziś tę książkę z górnej półki
tym razem nie skończę w połowie, obiecuję :)

poza tym- choruję

dość przyjemnie (taki oksymoron), bo samotnie, pod kocem i z filmami, które od dawna czekały na wolną chwilę. Obejrzałam "Młodą i piękną" Ozona. Kocham tego reżysera, a film to klasa, kadry, muzyka, główna bohaterka, niespieszna akcja. Smaczki i tropy, które nie dają odpowiedzi na nurtujące nas pytanie- czemu ona została dziwką? Mam pewne przypuszczenia, ciekawe, czy reżyser zgodziłby się z nimi ;)
Zaraz włączę sobie "U niej w domu", bo, jak widac, mam dziś nastrój na Ozona. Deszcz i świece. I dużo herbaty z miodem i cytryną.
A skoro choruję już trzeci dzień, to zdążyłam też przeczytać to i owo. Skończyłam "Lustra miasta" Elif Safak i nie. Zdecydowanie nie. Poplątało się pani autorce wszystko. Rozumiem - magia, realizm magiczny, tajemnice, ale bez przesady. Jakąś myśl przewodnią trzeba mieć. Tu zabrakło. Szkoda, bo myślałam, że będzie fajnie. Zmęczyłam te 500 stron i odłożyłam z ulgą na półkę. Postanowiłam zrobić sobie przerwę i zabrałam się za "Walkę kotów" Mendozy. :) Do Safak wrócę, bo czeka na mnie "Bękart ze Stambułu" i "Czarne mleko".

Ale najpierw "Biegnąca z wilkami".
Za długo z tym zwlekałam :)

Komentarze

Emma Ernst pisze…
Za długo!
,,Biegnąca..." to obowiązkowa lektura! Koniecznie skończ, nie przerywaj. Ta książka zaczęła nową epokę w moim życiu. Ma niesamowitą moc i mądrość.

ps. Wreszcie to ja Ciebie przyłapałam na nieDOczytaniu, a nie Ty mnie :)

Zdrowiej :*
Brombie pisze…
Choroba? Życie jak w Madrycie...
synafia pisze…
Po pierwsze - zazdraszczam! Marzy mi się choć jeden taki dzień - pod kocem, z herbatą i książką. Na razie czytam gdzie tylko się da, głównie w metrze, ale jak miło byłoby to robić jakoś tak "po ludzku" ;)

Po drugie - trzymię kciuki za "Biegnącą z wilkami." Robiłam już dwa podejścia i ani razu nie skończyłam. Mam nadzieję, że Tobie się uda. Bo książka, moim zdaniem, ważna.
L.B. Abigail pisze…
To dobrego czytania i wracaj do zdrowia szybko :)!
J. pisze…
Emmo- wiem, że ma MOC :)) i obiecuję, że dotrwam do końca :))
:*
Brom- Ty wiesz:P :*

Synafio- wazna, choć czasem mnie jeży jej styl :) Ale brnę :*:*

Abi- dziękuję :))
Julia K pisze…
Szybkiego powrotu do zdrowia, może to przesilenie wiosenne?
J. pisze…
Julio- może.. choć jak patrzę za okno to chyba jesienne ;)) Dzieki :*
Mama Maminka pisze…
I ja czytałam, znaczy "Biegnącą...",ważna ale trudna jak diabli,i ciężka...być może tylko dla mnie?!

Zdrówka kochanego i miłego wypoczynku życzę :)
ml pisze…
zdrowiej, bo wiosna, pomimo że trudno w to uwierzyć, już niedługo przyjdzie :)
J. pisze…
ML- obiecujesz ?:)

Mamo- trudna chyba dla wszystkich, rzuciłam ją 4 lata temu, w połowie mniej więcej... A teraz, bardzo chcę w to wierzyć, do niej dorosłam :)
słodko-winna pisze…
Moja ulubiona Biegnąca z wilkami:)) Wracam do niej raz po raz. I ciągle znajduję coś nowego.
Zdrowiej Dżej:))
fischerwoman pisze…
Takie chorowanie też się przydaje - organizm sam wciska hamulec i dalej nie pojedziesz. Czytaj, oglądaj i zdrowiej powoli :)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka