Przejdź do głównej zawartości

znalezione :)

...

Kiedyś nauczysz się dostrzegać subtelną różnicę między trzymaniem się za ręce, a połączeniem dusz. I dowiesz się, że miłość to nie tylko pożądanie, a przebywanie w czyimś towarzystwie nie oznacza bezpieczeństwa. I zaczniesz zdawać sobie sprawę, że pocałunki nie są przypieczętowaniem umowy na całe życie, a prezenty nie są obietnicami.

A potem zaczniesz akceptować swoje porażki i znosić je z podniesioną głową, otwartymi oczami i wdziękiem osoby dorosłej, a nie żalem i gniewem dziecka.

 Veronica A.Shoffstall 

Komentarze

Ruda Dama pisze…
zapierające dech w piersiach znalezisko :)
J. pisze…
Ruda Damo- też tak stwierdziłam :)

ostatnio muszę sobie przypominac, żebym nie zachowywała się jak rozkapryszona panna ;))
Właściwie co może być więcej od dwóch samotności, które się stykają na powierzchni? I na tym styku się dzieją cuda. I przez te cuda się wydaje, że nie ma już dwóch odrębnych samotności.
J. pisze…
ach Magdo, jak ładnie to powiedziałaś

tylko że ja zawsze mam poczucie odrębności i samotności. Bardzo duże.
Ja też, bardzo. Dlatego tak napisałam.
synafia pisze…
Piękne :)
Emma Ernst pisze…
Ech, to ja trzecia jestem w tej odrębności, ale coraz bardziej ją lubię. Co wcale nie znaczy, że nie lubię tego stykania, o którym pisze Magda :) Bo to są te chwile połączenia dusz, dla których warto podejmować ryzyko kochania.
J. pisze…
Emmo- to jest pewnie wszystko prawda i ładnie napisana:-)
Ale ja, widzisz, upieram się, ze niektórzy (być może tylko jednoosobowa grupa której jestem reprezentantem :-P) nie mogą podejmować tego ryzyka. Koszty są zbyt wielkie. Nie udało mi się w życiu kochać z wzajemnością a akurat w miłości wzajemność jest dość istotna :-). Kochałam wiec za dwoje.

I skończyłam się. Więcej nie umiem. Nie chcę. Nie uniose.
Anonimowy pisze…
roznica miedzy trzymaniem sie za rece a splotem dusz nie jest subtelna. jest olbrzymia.:-)
piszesz: "I skończyłam się. Więcej nie umiem" a ja mysle, ze jeszcze sie zdziwisz jak umiesz i uniesiesz...

lylowa

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…