Przejdź do głównej zawartości

w moim rytmie


samotne weekendy uwielbiam
nie muszę się wtedy do nikogo dopasowywać i moje rozbuchane ego zajmuje całą chatę :)

tylko ja i Ryszard... czasem powstają konflikty na tle miejsca na sofie, ale silniejszy wygrywa i futro musi wynosić się na swoją poduchę:P

                                                (Ryszard zagarnia przestrzeń :P)

wczoraj boski, niemal wiosenny dzień, spędzony tak dobrze jak tylko się da ;) Z Brombą i jej uroczą córką starszą  obeszłyśmy spacerkiem Stary Browar, potem poszłysmy na obiad na Stary Rynek, a potem wróciłam spacerem do domu. Słońce! Ciepło! Wiosna ;) I dwie sukienki jako łup z całej wyprawy ;) A potem leniwe przewracanie się z boku na bok, czytanie łapczywe, kolejne kawy, herbaty, wino... I filmy.

"Wielkiego Gatsby" obiecywałam sobie już od dawna. Oglądam każdą zekranizowaną wersję tej ksiązki. W liceum miałam świra na punkcie F.S. Fitzgeralda, przeczytałam wszystkie jego książki, które wyszły po polsku, łącznie z opowiadaniami. Najbardziej lubię "Czuła jest noc", poświęconą Zeldzie, w ogóle klimat lat dwudziestych uwielbiam i natychmiast zapałałam również miłością do W. Faulknera (autora jednego z moich ulubionych cytatów- "człowiek jest sumą swoich nieszczęść"), ale to już zupełnie inna bajka i całkiem inne historie..
Więc "Wielki Gatsby" Baza Luhrmanna jest, jak dla mnie, pięknym widowiskiem. Ale tylko widowiskiem :) Świetnie zagrany, oszałamiające obrazy, cudowna dbałość o szczegół, ale pod tym wszystkim pustka ;) Nie zachwycił mnie, aczkolwiek oglądało się milo i bez nudy. Jak na porywajacą historię miłosną to jednak trochę mało. Leonardo świetny, muzyka doskonała. I tyle.

Zauroczył mnie za to drugi film wczorajszego wieczoru. To skromna, opowiedziana czarno-białymi obrazami historia- Frances Ha. Nie mogłam nie utożsamić się z główną bohaterką i nie mogłam nie zmęczyć się jej specyficznym charakterem.. Tak, Frances Ha to trochę ja ;) Przyznaję. Nie mam wprawdzie już 27 lat, ale nadal bywam irytująca, zagubiona i nie kumająca rzeczywistosci. Film perełka :)

Na dziś jeszcze nic nie wybralam
Leżę na sofie z wiaderkiem herbaty z cytryną i futrem na brzuchu. Waży chyba z 8 kilo i łamie mi żebra. Czas na lekturę zatem :)

Miłej niedzieli!


Komentarze

fischerwoman pisze…
Luksusowo u Ciebie, aż nadto :) Przyjemności!
J. pisze…
Dziekuję Skarbie :* Wzajemnie :))
Emma Ernst pisze…
Ja też przez całe liceum kochałam F.S. Fitzgeralda, a Faulknera ,,Światłość w sierpniu" bardzo Ci polecam, jeśli nie znasz, choć Ty czytałaś już chyba wszystkie książki świata, więc to pewnie też.

Jeszcze raz powtórzę: przepiękne zdjęcie, nie zmieniaj! :)
J. pisze…
Emmo- jeszcze raz dziękuję :)))

czytałam, owszem ;) Za to nie przebrnęłam przez Absalomie, Absalomie :)))
Emma Ernst pisze…
Ja nawet nie najgorzej przebrnęłam, serię o Srtorisach czytałam, ale i tak najbardziej lubię ,,Światłość..." choć to takie ciemne, ale gęste, pożywne bardzo.
Natomiast bardzo lubię ,,Dzikie palmy". Chyba najbardziej z jego rzeczy.
J. pisze…
"Dzikie palmy" uwielbiam :)) czytałam 5 razy :)

i te słowa


"Miłość i cierpienie to jedno i to samo: wartość miłości mierzy się sumą, jaką trzeba za nią zapłacić: i zawsze, jeśli to wypada zbyt tanio to znaczy, że człowiek oszukuje sam siebie."

wow ..
Emma Ernst pisze…
Tak czułam, że jeśli czytałaś, to musiałaś się w tej książce zakochać :))

Zakończenie mnie rozłożyło na łopatki.

Jeśli takie słowa pisze ktoś taki jak Faulkner, to...to chyba ma rację.
J. pisze…
Na koncu on napisał

Jeśli mam wybierać miedzy smutkiem a nicością to wybieram smutek...


Tak. Zakochałam się w tej książce :-)
Emma Ernst pisze…
Nakręciłaś mnie tym cytatem, muszę ją znów przeczytać :)
J. pisze…
Mi to zajmuje jakieś dwie godziny:-)
Pomijam fragment o nierównościach społecznych :-P

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka