Przejdź do głównej zawartości

małe przyjemności


ponieważ już postanowiłam zrobić przerwę w samoudręczaniu, to trzeba jakoś zagospodarować czas i myśli ;)

Zatem otworzyło się przede mną niebo przyjemności i radości, nic tylko brać :). Oczywiście byloby pięknie mieć takie niebo na wyciągnięcie ręki, więc postanowiłam być sama dobra dla siebie ;)

uwielbiam sobotnie poranki, kiedy wreszcie mam czas przygotować sobie ulubioną kawę w mojej łaciatej kawiarce. Dobrze palona, aromatyczna kawa, trochę mleka i wysoka piana, którą zawsze usiłuje pożreć mi moje dziecko ;)
Lubię też ogarnąć szybko mieszkanie i wyjść na spacer z Łucją, zwłaszcza gdy jest tak pięknie jak dziś, a Młodej nie zamyka sie buzia. I gdy spotykamy sąsiadów, gadamy, umawiamy się. To miłe.

A wczoraj, w ramach znudzenia własnym wizerunkiem nagle i spontanicznie pofarbowalam włosy. Cale życie chciałam mieć kasztanowy odcień i kombinowałam z róznym kasztanami, aż zrezygnowałam, bo nie udało się osiągnąć efektu. I wzięłam wczoraj kolor złocisty ciemny brąz... I cóż ... No porudziałam nieco. W kierunku kasztana ;) Takie jasne mam teraz włosy... :P Oczywiście jestem zadowolona, bo jak mawiał Lem - "bądź dobrej myśli, bo po co być złej" :P Więc jestem dobrej myśli, że trochę się zmyje ten kolor, a zaraz i tak mam wizytę u fryzjera ;)) A poza tym przy tej długości włosów mogę zrobić wszystko i tak po pół roku już nic nie widać :D

A wracając do przyjemności, obejrzałam uroczy film pod banalnym tytułem "Czas na miłość". Historia miłosna jest taka sobie, zwyczajna, bo to bardziej film o radości życia. O tym, że pewne rzeczy są nieuchronne i nie zmienimy ich, choćbyśmy mieli możliwość przeżyć je po 5 razy :) Życie jest piękne, jeśli chce się je takim widzieć. Cóż. Arcydziełem bym tego filmu nie nazwała, ale świetną rozrywką na pewno. I genialnie jest zagrany, choć Rachel McAdams na początku ciągle kojarzyla mi się z "Pamiętnikiem" :)))

 A teraz schodzę z niebiańskiej chmurki i idę robić gulasz. 
Słuchając do niego mojego ulubionego marudzącego głosu....








i radosnej piosenki :))


Komentarze

Mama Maminka pisze…
..."zrobiłam przerwę w samoudręczaniu"
Ha! To tak jak ja!
Usłyszałam ostatnio,m od bardzo bliskiej mi osoby, takie zdanie:" przestań robić z siebie męczennicę". Najpierw bardzo mnie to ubodło, a potem skłoniło do refleksji i...zmiany nastawienia do tej cholernej rzeczywistości :)))

ml pisze…
w myśli Stasia Lema się zakochałem :)
Julia K pisze…
Bądź więc dobrej myśli :*
J. pisze…
Mamo Maminka- nastawienie to podstawa, prawda ? A rzeczywistośc da radę ;))

Marku - ja też, jest urocza w swej prostocie :)

Julko- ależ jestem :*
fischerwoman pisze…
Mądrze powiedziane przez Lema, tylko żeby to było takie łatwe i do zastosowania w każdej sytuacji :) Jestem ciekawa Twoich włosów Rudzielcu :)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka