Przejdź do głównej zawartości

Dzieciństwo Jezusa J.M. Coetzee



Jeżeli zaczynając czytać tę ksiazkę, miałam jakieś blade pojęcie o czym ona jest i jaką historię mi opowiada, o tyle kończąc ją, nie mam pojęcia co autor miał na myśli. Wiecej jednak- uważam, że zmylił mnie kompletnie, ale zrobił to w tak genialny sposób, że mu wybaczam ;)
 Serio- zabrakło mi trochę inteligencji, żeby skumać, jakie jest przesłanie tej historii. Bo proza sama w sama w sobie- wyborna. 
 W skrócie- Simon i pięcioletni David przybywają do obozu dla uchodźców. Simon opiekuje się chłopcem i obiecuje znaleźć mu matkę. Poczatkowo powieść jest typowo kafkowskim horrorem, w którym bohaterowie błądzą i nie mogą zrozumieć reguł gry. Ale szybko okazuje się, że rzeczywistość nowa jest życzliwa, ludzie przyjacielscy, a wszystko bardzo nierealne. Simon znajduje pracę, wszyscy widzą jego ogromne przywiązanie do Davida, a także to, że chłopak jest niezwykły. Pewnego dnia Simon widzi Ines i postanawia, że właśnie znalazł chłopcu matkę, po czym odstępuje tej dwójce swoje mieszkanie...
 Dużo w tej książce odpowiedzi i dużo pytań, ktore stawia David, trochę filozofii i mnóstwo specyficznego klimatu.
 Jako, że proza Coetzee mnie zawsze porywa i łatwo wchodzę w jego świat, i tym razem przyjęłam reguły gry i specyficznej narracji. Kocham tę oszczędność języka i zdolność do opowiadania niezwykłych historii.

Historia Davida zaskakuje, zwłaszcza, gdy odkrywamy jego niemożność wejścia w skostaniałe ramy szkoly i kompletną nieedukowalność w zakresie arytmetyki. Rozważania o liczbach są chyba najfajniejszymi fragmentami drugiej połowy tej powieści.

oczywiście polecam, zwłaszcza tym, którzy mi wytłumaczą niuanse tej historii :)))


Komentarze

fischerwoman pisze…
Rozważania o liczbach mówisz najfajniejsze....brrrr :)
Julia K pisze…
na mnie nie licz :P
J. pisze…
Dziewczęta !!
nie brzmicie na zachęcone do lektury ;))
Julia K pisze…
No wiesz....jeśli Ty nie miałaś pojęcia....to ja nawet nie chcę próbować to pojęcie mieć :)
J. pisze…
ahhahahaha :)

wykręcasz się, Rudzielcu, muszę Cię więc zachęcić do lektury inaczej ...

Julia K pisze…
Matko!!! Tylko nie bij linijką po łapach!!!
Cukierkami też nie przekupisz :P
J. pisze…
linijką mówisz..... :))
Emma Ernst pisze…
Tego się można było spodziewać po wielbicielce Michela Houellebecq'a - że Coetzee ją porwie.
Dla mnie częścią wspólną dla nich obu jest ta specyficzna atmosfera niemożności, która się w różnej fabule i w różnej narracji pojawia u jednego i drugiego.
No i to bycie gdzieś poza...
J. pisze…
Ach Emmo, masz rację, całkowicie, ale jak czytałam Hańbę to mi sie tak w oczy nie rzuciło,a przy tej książce- tak- zupełna niemożność zrobienia czegokolwiek

dlatego to jest dzieciństwo Jezusa w świecie bez Boga...

Te światy są takie jak mój. Istnieją, ale nie można ich modyfikować, nie ma nawet skąd wziąć siły i inspiracji do zmian...
Emma Ernst pisze…
Wiesz co? Ze mną chyba lepiej nie chodzić na takie tematy, bo Cię zdołuję, ale skoro ci dwaj Cię nie zabili, to ja może też nie ;-))

Kondycję człowieka widzę bardzo ponuro: mucha w zakręconym słoiku :P
Jestem tylko ciekawa, po co mi ludzki mózg, skoro jestem muchą :P
Chyba tylko po to, żeby widzieć prawdziwe życie za szkłem i tłuc w ściankę słoika w nadziei, że się ją rozbije i tego prawdziwego życia dotknie.
J. pisze…
Nadzieja ... ??

Doprawdy Emmo, szokujesz mnie :P

ja już chyba i muchą nie jestem bo po nadziei nie został nawet ślad malutki
Emma Ernst pisze…
I tu Ci nie dowierzam. Zbyt przekorna jesteś na to, żeby tak całkiem nie mieć nadziei ;-)
Ja zresztą też :P
J. pisze…
tak całkiem to może i nie
ale w sprawach naprawdę ważnych- nie

nie umiem
Emma Ernst pisze…
Teraz rozumiesz dlaczego się tak wściekałam przy ,,Mapie i terytorium", bo tam były same ważne sprawy i ta beznadzieja...
Mów co chcesz, ale mucha musi dostać trochę miodu, choćby sztucznego, bo padnie.
J. pisze…
mucha to nie pszczoła, bez miodu się obejdzie :P

;)))

Słowa jak sztuczny miód,
ersatz, cholera, nie życie,
miał być raj, miał być cud
i ćwiartka na popicie,
a to wszystko nie tak, nie tak,
nie to,
a jeżeli, a jeśli - nie to,
no to o co, u diabła, nam szło?
Możesz iść, dokąd chcesz,
wiesz, gdzie drzwi,
w byle ziąb, w byle deszcz,
w byle sny...
synafia pisze…
Dopsz, zapisuję sobie w kategorii "do przeczytania".

Ja na razie się zanurzam w Myśliwskim. Aż czasem brak mi tchu.
Emma Ernst pisze…

W razie czego ćwiartką zawsze można zdezynfekować gardło :D

Cóż. Alleluja i do przodu - ale to już znasz :)
J. pisze…
Synafio- zapisz, a potem mi objaśnisz niejasności :))
J. pisze…
Alleluja i dookoła słoika ;))
J. pisze…
chyba muszę wpuścić Ci troche powietrza i polać miodkiem :)))))

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…