Przejdź do głównej zawartości

grudzień


 taki wzruszający miesiąc, prawda?
najmłodszy z całego roku, ostatni w kolejce
zimny
ale z ładny światłem, o ile akurat nie ma mgły :)

miesiąc, w którym wstając rano zastanawiam się, czy bardziej opłaca mi się skrobać szyby (10 minut skrobania plus 7 minut jazdy autem) czy lecieć do pracy pieszo (20 minut, na minus liczę czerwony nos, na plus odrobinę ruchu).
miesiąc mikołajków, gwiazdki i imienin najdroższej z córek
miesiąc, w którym mogłabym się w końcu zmienić na lepsze, gdyby to nie było takie trudne :)
bo to, co najtrudniej mi przychodzi to nie codzienne ćwiczenia, skrobanie szyb, kupowanie prezentów, ale mrówcza (i mało owocna) praca nad sobą.



moja myśl na dziś i na zawsze  (cytat, który mnie zawsze uwodzi i który powiesiłam sobie przy komputerze)


Wierzę, że śmiech jest najlepszym spalaczem kalorii. Wierzę w pocałunki, dużo pocałunków. Wierzę w bycie silnym, kiedy wygląda na to, że wszystko idzie w złym kierunku. Wierzę, że szczęśliwe dziewczyny są tymi najpiękniejszymi. Wierzę, że jutro jest nowy dzień i wierzę w cuda.
— Audrey Hepburn

Komentarze

Julia K pisze…
:))) cytat genialny
całuję w takim razie mocno :***
Ja tam postępy widzę :)))

Ps. Poszłabym na piechotę, stanowczo. Nie lubię skrobania szyb i stania w korkach.
J. pisze…
no, fajnie to powiedziała :)))

widzisz ?? serio ? :)) ja mam wrażenie, że krok w przód i dwa do tyłu...

Ja tez chodzę pieszo, świetnie mi to robi na glowę.

Cmok :*
Kaatje pisze…
Smieje sie, caluje, jestem silna, szczesliwa i wierze, ze jutro nastapi cud i dostane podwyzke. I bede bogata.
J. pisze…
Kaatje- i niech się tak stanie :)))))
Julia K pisze…
Tak widzę poprawę :) naprawdę

Chciałabym chodzić ale mam 7 km do pracy :(((
J. pisze…
do poprzedniej miałam 11 i chodziłam czasem :))
Teraz mam 4 prawie :))

Dzięki :*
Miss Cinname pisze…
Audrey, moja miłość! Dowód na to, że co w sercu to i na twarzy.
Ale grudnia nie lubię.
fischerwoman pisze…
Cytat prosty jak budowa cepa, ale bardzo życiowy :) Dla mnie grudzień to mimo wszystko miesiąc moich urodzin-czyli doczekam się stuknięcia kolejnego roczku na karku :) I tak jak sie zawsze cieszyłam, że jestem najmłodsza z mojego rocznika, to mi ostatnio R. usmiech z twarzy starł, podając fakty:kiedy on od kwietnia bedzie na emeryturze(i cąła reszta mojego rocznika tez!)-ja bede jeszcze dylać 8 miesiecy do pracy. No nie ma jak mąż :)
synafia pisze…
Ten komentarz został usunięty przez autora.
synafia pisze…
Świetny cytat! Pożyczę sobie, dobra? :)

A czy Ty się koniecznie musisz zmieniać na lepsze? Przecież taka, jak jesteś, jesteś świetna!
J. pisze…
Synafio- koniecznie to nie muszę

ale wiesz, że się źle zepsułam..
no wiesz ...

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …