Przejdź do głównej zawartości

o tym, że nie wiem (jak wychować dziecko)


nie wiem
serio

byłam wychowywana na prymuskę już od przedszkola\
miałam zawsze świadectwo z czerwonym paskiem, średnią z matury 5,6.
Byłam świetna ze wszystkiego, więc tak naprawdę z niczego. Obkuwałam jak leci, liczyły się oceny. Najlepsze.
Studia były szokiem, ale tylko przez pierwsze pół roku, potem mialam juz stypendium naukowe.

To wszystko nie miało nic wspólnego z życiem, z pasją, z radością. Moje oceny cieszyły rodziców, nauczycieli i czasem mnie. Ale coraz mniej. Nauka przychodziła mi bez trudu, ale na kolejne olimpiady poświęcałam dużo czasu. Miałam, owszem, chłopaków, przyjaciół i znajomych. Ale uczenie sie było najwazniejsze.

Obiecałam sobie, że nigdy nie zrobię tego własnemu dziecku. Tak, klasycznie :)

Jak strasznie muszę się pilnować wiem tylko ja sama. U Luśki w szkole nie ma ocen, ale są pieczątki i pochwały do dzienniczka. Są codzienne prace domowe. Łucja odrabia je sama, bo wie, że sama jest za to odpowiedzialna, nie odmawiam pomocy, ale tez nie gonię nigdy do odrabiania lekcji. Pilnuje się całkiem sama. Wszelkie pieczątki z pochwałami muszę podpisywać, więc wiem, że są. Raz są super, raz tylko dobre. Czasem są pochwały za czytanie w dzienniczku, a czasem ich nie ma. Nie mam ciśnienia, żeby byly i Młoda o tym wie. Parę razy powiedziałam jej że uczy się dla siebie i sama powinna być dumna ze swoich osiągnięć i najważniejsza jest praca, którą wkłada we wszystko.
Szkoła uczy rywalizacji i zdobywania najlepszych pieczatek. Wszystko jedno jak i po co. Mnie się to nie podoba.
Nie, nie walczę z tym, bo nie kopię się z koniem i nie lubię tracić energii na marne.
Uważam, że moje dziecko nie musi być najlepsze ze wszystkiego. Ba nie musi być nawet dobre. Chcę, by znalazła sens tego, co robi. Sama dla siebie.
 Nie, nie chwalę jej za pieczątki, ani nie mówię złego słowa, gdy widzę, że ewidentnie olała sprawę i nie chce jej się ćwiczyć kolejnych liter. Co zabawne- ona nie odpuszcza, nie zapomina i sama sięga po książki. wie, że nie musi. Czasem czyta, czasem ogląda obrazki, czasem wymyśla historie. Pilnuje terminów przynoszenia prac, ma zawsze spakowany wcześniej tornister i przygotowany worek z wfem.

Nie chcę, zeby byla prymuską. I już widzę, że nie będzie. Jej pasją są konie, ma cudowną wyobraźnię i fantazję, którą szkoła pewnie zabije bez sentymentów.
Nie umiem wychowywac dzieci :) Ale mam przeczucie, że szkoła nie jest w życiu najważniejsza. Nauka, pasja, odkrywanie - tak.

Ale system edukacji ciagle budzi moje obrzydzenie :P I tak już zostanie. A ja bardzo bym chciała, żeby moje dziecko nie zostało przemielone jak mom i nie stało się częścią szarej masy :P

PS Bylismy dziś na rwaniu jedynki. Dzielny zawodnik. Były łzy, ale wiecej śmiechu. Wszystkie zęby zdrowe. Nawet pani stomatolog była zdziwiona. 

Komentarze

Brombie pisze…
Wiesz, ja tak naprawdę nie wiem od czego to zależy. Od nas-rodziców, od szkoły, od rówieśników, czy wreszcie -od indywidualnych cech charakteru? Ja bym chciała, aby moje dzieci były po prostu szczęśliwe o zadowolone z drogi, którą obrały, czy to będzie kariera w biznesie, czy droga artystyczna, czy też zwykły MOM ;))...
Julia K pisze…
Ja myślę że nasi rodzice też chcieli naszego szczęścia.....tylko nie znali innej drogi i nie mogli jej nam pokazać. Ich wychowywano z naciskiem na "ucz się bo będziesz rowy kopał"
To i oni nas tak wychowywali.
Mama Maminka pisze…
Tak sobie myślę, z perspektywy czasu, że Kochanie i Wspieranie w każdej sytuacji życiowej, to podstawa dobrego wychowania. Dziecko musi mieć w nas oparcie i wiedzieć, że wtedy kiedy będzie mu źle, może zawsze do nas przyjść, liczyć na zrozumienie i przytulenie. Dobra, ciepła mama ukoi każdy ból, niepowodzenie czy rozterkę. Nie przedszkole,nie szkoła. Prawdziwa miłość do dziecka i prawdziwe zaangażowanie w jego sprawy kształtuje wspaniały charakter. Dziecko jest jak kuferek...tyle ile włożymy w okresie dzieciństwa, tyle samo wyciągniemy w okresie dorosłym.
J. jesteś dobrą mamą i nie martw się na zapas. Kochaj, wspieraj i chwal, a wszystko będzie dobrze :))

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka