niedziela, stycznia 08, 2017



  jest taki wiersz Jonasza Kofty (zaśpiewany przez Bajora) w którym tak zwany podmiot liryczny wychodzi wcześniej z pracy, bo od lat po raz pierwszy może, spaceruje po okolicy, obserwuje ludzi, przypadkowo natyka się na zakochaną parę...

On coś mówił głupawego
Niewidzialny siadłem obok
Ona tak wpatrzona w niego
Że już być przestała sobą
I poczułem żal do losu
Że jest miłość, ta prawdziwa
Żal niemądry, że w ten sposób
Nigdy na mnie nie patrzyłaś

mimo, że znam ten wiersz od lat i wielokrotnie wraca do mnie jak uporczywe echo, za każdym raze lekko mnie skreca przy ostatnich wersach 
To był fatalny dzień
Nie chcę więcej takich dni

To był fatalny dzień
Tą kobietą byłaś ty

Zawsze uświadamiam sobie, że, cholera jasna, on ma rację i to jest racja niezaprzeczalna i niepodważalna - nie wszystko w życiu nas spotka, czego byśmy chcieli. Ba. Większość marzeń sie nie spełni, a miłość... Czasem jest tak że po prostu jej dla nas nie ma. I choćbyśmy czuli największy żal do losu, ludzie których kochamy nie dadzą nam szczęścia. Zazwyczaj, niestety, przeciwnie. Nie spojrzą na nas tak jak patrzą na innych. Niektóre rzeczy nigdy się nie wydarzą. Mimo setek godzin przeryczanych w poduszkę, kopania się z losem, mimo cudownych filmów z happy endem i ognistych romansów, które kończą się tak, jak powinny - nam się nie zdarzy. Po prostu. Zostaje żal do losu, z czasem pogodzenie, ale

ja dziś o żalu, tak ogólnie
bo rozczarowanie życiem od pewnego czasu wierci mi dziurę w brzuchu

obiecalam sobie nie mieć oczekiwań, ale jakoś nie wyszło... Tak bardzo bardzo mi dziś gorzko. Zalewam się falą żalu i pretensji. Czuję kiepsko. Zła matka, kiepska żona.
Mogę, owszem, zacząć jeszcze raz, ale nie mogę zacząć od początku...

paskudny smak rozczarowania