Przejdź do głównej zawartości

Posty

w chwilach najgorszego kryzysu (w chwilach takich jak ta) tlumaczę sobie, że nikt nie ma wszystkiego
przecież
i, że jest ironia, bo mając tak wiele, nie potrafię tego docenić fokusując się na tym, czego nie mam
a chciałam mieć szczęśliwe, bezproblemowe (standardowo problemowe) dziecko
i może milość, ale to już niekoniecznie

tymczasem mam niemal wszystko
prócz tego właśnie

(są tacy, którzy mówią, że mogło być gorzej i zapewne mają rację, bo doświadczenie uczy, ze gorzej może być zawsze ...)
Najnowsze posty

jak zyskać i stracić szacunek w 10 minut

więc poszłam na ten crossfit, co się mi marzył od kilku miesięcy, pierwsze poważne zajęcia on ramp, dla początkujących.  Dziesięć osób, pięć kobiet, pięciu panów, na pierwszy rzut oka widać, żem najstarsza, ale staram się, żeby nie odbierało mi to animuszu ni wątłej wiary w siebie. Zaczynamy, korygujemy, cieszymy się, pot się leje, postanawiam jako jedyna z lasek robić normalne pompki, a nie wyciskanie na pudle, pochwały, szacun.
Przechodzimy do treningu, który, prócz tego, że ciężki bardzo (ręce!), mamy robić na czas... Więc start, tempo adrenalina, pot, łzy... I jest! Najlepszy czas w grupie, gratulacje, euforia.
Schodzimy do szatni, laski mi gratulują i pytają, czym się zajmuję w zyciu, mówię nieśmiało, że pracuję w firmie programistycznej ... Hura, jesteś programistką, mega, szacun. Nie, mówię, nie jestem.  Menadżerką! krzyczy jedna, super, tak ja! Jestem menadżerem produktu.. Nie, nie jestem menadżerką. Konsternacja. To, co robisz? no pracuję w sekretariacie bąkam strapiona. Las…
widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, ze jestem

Jedną tylko rzecz pisze się dla siebie i jest to lista zakupów. Służy do zapamiętania, co masz kupić, a kiedy już kupiłeś, możesz ją podrzeć, bo do niczego innego się nie przyda. Wszystko inne piszesz, żeby coś komuś powiedzieć.

— Umberto Eco


więc ja bym chciała komuś powiedzieć, że teraz, po drugiej stronie lustra, słowa trochę straciły swoją moc. Ufałam im kiedyś i umiałam je bardziej niż dziś.  Dziś wiem, że każdy koniec świata ma swój koniec, a słowa A. Staniszewskiej "Prześpij ten problem. Jak się obudzisz i się okaże, że świat dalej istnieje, to znaczy, że nauczysz się z nim żyć" to naprawdę czysta prawda. Miło znaleźć czystą prawdę :)  Więc jestem tu, gdzie był mój cel. Cel z tak zwanego "kiedyś", cel, który założyłam sobie lata temu, kiedy wierzyłam, że życie jest jak puzzle i wszytko będzie do siebie pasować, a z dołożeniem ostatniego fragmentu stanę się doskonała i w końcu odetchnę.   Oddycham :) Niewiarygodnie ułożyło się to, co jeszcze miesiące temu był…

o oczekiwaniach

mam paskudną cechę - piszę własne scenariusze i oczekuję, że będzie tak, jak sobie wymyśliłam, mniejsza, jeśli dotyczy to mnie, gorzej, że mam oczekiwania wobec własnego dziecka
i jakże często rozbijam sobie o nie nos :P
bo moje dziecko jest właściwie dzieckiem doskonałym i pewnie nawet chciałoby być takie jakie się spodziewam, że będzie, ale na szczęście jest sobą... To znaczy, że nie lubi się uczuć i ma wylane na szkołę, nawet jeśli czasem bardzo mnie to wkurza. Zwłaszcza nie ma talentu ani ochoty do angielskiego i muzyki, co, oczywiście, idzie w parze, bo muzyka zawsze idzie w parze z nauką języków obcych, nawet na filologii mi to tłumaczyli i wiedziałam dlaczego. Dziś wiem tylko, że tak jest bez żadnej wątpliwości :P Oczekiwałam też, że moja córka będzie raczej czytać książki i rozwiązywać intelektualne problemy, ewentualnie zajmie się filozofią lub kosmosem ;) no tak :). Czytać owszem umie :P nawet lubi podobno, ale nie ma czasu, bo moja córka- czego kompletnie sie nie spodziewa…

o tym, że nie unikniemy niebezpieczeństw

Młoda wyszła dziś (jak co dzień) z laskami pojeździć fiszką po parku. Jedna z dziewczynek spadła z deski prosto na kant przekrzywionej studzienki kanalizacyjnej... Jakaś przytomna kobieta w parku zadzwoniła po karetkę, bo laska wymiotowała i biodro miała zjechane do żywego mięsa. W szpitalu zdiagnozowali pęknięcie miednicy ... Dziewczyny są w szoku, siedzą u nas oklapnięte i milczące.
dzieciństwo to taki trochę okres nieśmiertelności, zderzenie z własną lub cudza fizyczną słabością to dziwne doświadczenie
moja mama od razu histerycznie stwierdziła, że Luśka powinna wychodzić tylko z dorosłym lub siedzieć w domu. Pytanie, czy naprawdę fakt, że byłabym obok (lub też ktokolwiek inny byłby) sprawiłby, że nic się dzieciakom nie stanie...
 Jutro idą znów do parku pojeździć. Widzę, że będą bardziej uważne. Bardziej dorosłe.
"Stojący w porcie statek jest bezpieczny, ale statków nie buduje się po to aby stały w portach." (Grace Hopper)

no właśnie nieco mi to przypomina historię koguta z opowieści deMello, tego koguta, który urodził się orłem
to ja jestem tym kogutem, tym statkiem, tym wszystkim, co nie odważyło się sięgnąć dalej, niż widzi tym, co się boi, wiecznie boi się porażki, dlatego nie podejmuje próby
to jest jakiś sposób na życie, dobry może, jak każdy inny tylko nieco nudny. Smutny. Żałosny taki.
Wystawiam twarz do słońca i nie obiecuję sobie poprawy. Chciałam w zyciu większych rzeczy, sukcesów, karier, stanowisk, ale.  Nigdy nie wypłynęłam na morze, na burze, na sztorm. 
mój statek stoi na kotwicy, moje auto wiecznie na ręcznym, a ja zawsze będę zazdroscić ludziom, którzy mieli odwagę sprawdzić, na co ich stać.