Przejdź do głównej zawartości

Posty

o oczekiwaniach

mam paskudną cechę - piszę własne scenariusze i oczekuję, że będzie tak, jak sobie wymyśliłam, mniejsza, jeśli dotyczy to mnie, gorzej, że mam oczekiwania wobec własnego dziecka
i jakże często rozbijam sobie o nie nos :P
bo moje dziecko jest właściwie dzieckiem doskonałym i pewnie nawet chciałoby być takie jakie się spodziewam, że będzie, ale na szczęście jest sobą... To znaczy, że nie lubi się uczuć i ma wylane na szkołę, nawet jeśli czasem bardzo mnie to wkurza. Zwłaszcza nie ma talentu ani ochoty do angielskiego i muzyki, co, oczywiście, idzie w parze, bo muzyka zawsze idzie w parze z nauką języków obcych, nawet na filologii mi to tłumaczyli i wiedziałam dlaczego. Dziś wiem tylko, że tak jest bez żadnej wątpliwości :P Oczekiwałam też, że moja córka będzie raczej czytać książki i rozwiązywać intelektualne problemy, ewentualnie zajmie się filozofią lub kosmosem ;) no tak :). Czytać owszem umie :P nawet lubi podobno, ale nie ma czasu, bo moja córka- czego kompletnie sie nie spodziewa…
Najnowsze posty

o tym, że nie unikniemy niebezpieczeństw

Młoda wyszła dziś (jak co dzień) z laskami pojeździć fiszką po parku. Jedna z dziewczynek spadła z deski prosto na kant przekrzywionej studzienki kanalizacyjnej... Jakaś przytomna kobieta w parku zadzwoniła po karetkę, bo laska wymiotowała i biodro miała zjechane do żywego mięsa. W szpitalu zdiagnozowali pęknięcie miednicy ... Dziewczyny są w szoku, siedzą u nas oklapnięte i milczące.
dzieciństwo to taki trochę okres nieśmiertelności, zderzenie z własną lub cudza fizyczną słabością to dziwne doświadczenie
moja mama od razu histerycznie stwierdziła, że Luśka powinna wychodzić tylko z dorosłym lub siedzieć w domu. Pytanie, czy naprawdę fakt, że byłabym obok (lub też ktokolwiek inny byłby) sprawiłby, że nic się dzieciakom nie stanie...
 Jutro idą znów do parku pojeździć. Widzę, że będą bardziej uważne. Bardziej dorosłe.
"Stojący w porcie statek jest bezpieczny, ale statków nie buduje się po to aby stały w portach." (Grace Hopper)

no właśnie nieco mi to przypomina historię koguta z opowieści deMello, tego koguta, który urodził się orłem
to ja jestem tym kogutem, tym statkiem, tym wszystkim, co nie odważyło się sięgnąć dalej, niż widzi tym, co się boi, wiecznie boi się porażki, dlatego nie podejmuje próby
to jest jakiś sposób na życie, dobry może, jak każdy inny tylko nieco nudny. Smutny. Żałosny taki.
Wystawiam twarz do słońca i nie obiecuję sobie poprawy. Chciałam w zyciu większych rzeczy, sukcesów, karier, stanowisk, ale.  Nigdy nie wypłynęłam na morze, na burze, na sztorm. 
mój statek stoi na kotwicy, moje auto wiecznie na ręcznym, a ja zawsze będę zazdroscić ludziom, którzy mieli odwagę sprawdzić, na co ich stać.

o kamieniu wulkanicznym

po raz nie wiem który oglądam "Closer"
uwielbiam piosenkę D. Rica The blower's daughter... No love, no glory No hero in her sky.. no ale nie o tym chwilowo
zazwyczaj już na początku filmu przypominam sobie, że nie powinnam go oglądac, bo jest przeraźliwie smutny i robi mi źle robi mi na pamięć, która zaczyna odtwarzać swój własny film
ile razy kochaliście?
ja cztery Łukasz, Piotr, L i M
byłam trzy razy zaręczona, ale tylko raz z facetem, którego kochałam jest mężem innej, nie żal mi tego, tak musiało być ;)
przy pierwszych dźwiękach piosenki Rica myślę o kawałku zastygniętej lawy z Etny, który dostałam 6 lat temu. Kiedy położyłam go na biurku Sylwia krzyknęła- wyrzuc to szybko, kamienie wulkaniczne przynoszą pecha! Wyrzuciłam o 3 lata za późno. Szczegół. Jestem kiepska w wyrzucaniu złudzeń.
Ten chaotyczny wpis jest o tym, że nigdy w tych czterech powyższych przypadkach nie wiedziałam, co pójdzie źle, ale bankowo wiedziałam, że coś się zjebie. I jeszcze o tym, że to nie …

o byciu na zawsze

wczorajsze rozmowy, wcześniejsze rozmowy i obserwacje, których jedyną konkluzją jest to, że nie ma "na zawsze"
ktoś nam kiedyś być może obiecał
obietnicą bez pokrycia i z radością naiwną
"na zawsze" nie istnieje

dla mnie to wyzwolenie, wieczność bywa piekłem



A żal, że miłość nie jest na zawsze?
- nic nie jest na zawsze, co najwyżej krążenie wody w przyrodzie. Skąd w ogóle to pragnienie "na zawsze"? I po co? Obracamy się w kręgu uroczych zaklęć

No właśnie, skąd?

- Słowo "zawsze" jest magicznym sposobem zapewniania sobie wiecznotrwałej stabilności. Co więcej, jest równie magicznym sposobem definiowania kresu związku: ma być tak, jak jest teraz. To przecież iluzja. Lepiej ujmuje to buddyjska filozofia drogi: zmierzamy wraz z kimś w tym samym kierunku, czasem idziemy z kimś dłużej, czasem krócej, ale ważne, by w drodze nie być samotnym- ani partner, czy partnerka, ani ja. nie wiem, dokąd wspólnie dojdziemy- może daleko, a może całkiem blisko. nie defi…

o nieodnalezieniu

zaczęło się o 7.40, wyszłam na parking do auta, a auta nie było zatem poszukałam na kolejnym parkingu i jeszcze jednym... aż T podsunąl mi myśl, że przecież niekoniecznie ja parkowalam ostatnio, bo to on był u wulkanizatora, także ostatecznie "kochanie skręć w lewo koło przedszkola, potem w prawo i na 12.30 masz swoje auto"
potem nie odnalazłam się w pracy, ani na kursie pierwszej pomocy, który uswiadomil mi, że jednak boję się za mało i za rzadko a potem to już pogubilam się po całości, bo czemu nie, prawda?
czasem mam wrażenie, ze jeszcze chwila, a już kompletnie się nigdzie nie znajdę w żadnej czasoprzestrzeni ani równoleglej rzeczywistości prostopadlej chyba też nie

o cyfrach

w moim budowaniu własnego mitu o sobie niezwykle ważna zawsze była dla mnie poezja ;) wprost niebywale chciałam uchodzić zawsze za osobę mądrą, duchowo dojrzałą, kreatywną i wewnętrznie spójną ekhm   gdybym miała wskazać na jakiś obraz, na którego podobieństwo próbowałam tworzyć, to może Dalajlama, ewentualnie mnisi buddyjscy :):):) w pracy i zyciu pragnęłam zawsze doznań mocnych i niezwykłych, oceanów zachwytów i mórz miłości, w których mogłabym tonąć. bez szwanku dla uduchowionego życia.
  więc los zechciał, iż tak naprawdę mam smykałkę do niewielu rzeczy, a jedną z nich są cyfry. od jakiegoś czasu przejęlam w firmie wszystkie kwestie związane z finansami i pieniędzmi. i, ku mej rozpaczy :P, radzę sobie z tym naprawdę dobrze. pracy jest masa, niuanse, szczegóły, presja czasu... a jednak lubię to. te pełne ekscytacji chwile, kiedy siadam i robię budżet na najbliższy miesiąc, kiedy łapię nitki poszczególnych drobnych przeszkód, które sprawiają, że budżet mi się nie spina, choćbym s…